Będziemy wracać z pomocą tak długo jak się da

Będziemy wracać z pomocą tak długo jak się da

Trzeci i zarazem ostatni raport z wyprawy Orlej Straży do Irackiego Kurdystanu jest szary,ponury i przytłaczający jak rzeczywistość ludzi,których on dotyczy.Jazydzi bo o nich mowa wciąż są w dramatycznej sytuacji, w której coraz ciężej dostrzec jakąś nadzieję. Tych ludzi pozbawiono wszystkiego, poddano próbie…Czy zostawimy ich samym sobie?Czy zapomnimy? Stawka jest wysoka bo życie ludzkie jest bezcenne.     Ostatni raport ukazuje się z opóźnieniem. Szczerze mówiąc nie wiedzieliśmy co napisać. Odwiedziny wśród naszych chrześcijańskich i kurdyjskich przyjaciół były w znacznej mierze radosne i dawały nadzieję. Tymczasem Jazydzi w 2014 roku trafili do przedsionka piekła i wielu z nich nadal tam pozostaje. Świat pomimo, że uznał dokonane na nich ludobójstwo niewiele dla nich robi. Odwiedzaliśmy ludzi, którym pomagamy i widzieliśmy tragedię przekraczającą nasze możliwości pomocy. Dzięki pieniądzom z Polski kobieta samotnie wychowuje swoje dzieci. Wykupiona rok temu z niewoli ma gdzie mieszkać i co jeść i jest nam za to bardzo wdzięczna. Ale ściany i kalorie to tylko początek. Człowiek, nie jest zwierzęciem i do życia potrzebuje znacznie więcej. Minimum to nadzieja, a tej wielu Jazydów po prostu nie ma. Nasza gospodyni w czasie ostatnich 10 miesięcy podjęła dwie próby samobójstwa. Ostatnim razem pchnęła się dwukrotnie nożem i spędziła 12 dni w szpitalu. Żegna nas słowami „dziękuję Wam za wszystko, ale gdyby nie moje dzieci dawno bym nie żyła”. Mieliśmy zrobić zdjęcia i nagrać film z udzielonej pomocy. Zamiast tego wychodzimy w ciszy. U sąsiedniej rodziny w kolejnym namiocie żałoba. Tam kobiecie „udało” się dołączyć do siostry zamordowanej wcześniej przez ISIS. Wiele osób nadal pozostaje w niewoli lub ich los jest nieznany. Czternaście i dzwadzieścia jeden – tyle osób nie...
„Miłość drogą pokoju” – drugi raport z wyprawy Orlej Straży

„Miłość drogą pokoju” – drugi raport z wyprawy Orlej Straży

Dziś otrzymaliśmy kolejny raport z wyprawy Orlej Straży do Irackiego Kurdystanu.Drugim jej punktem była miejscowość Teleskuff, przez którą jeszcze w ubiegłym roku przebiegała linia frontu. W marcu początkom jej odbudowy przyglądali się nasi wolontariusze Agata i Dawid a jak jest dziś?     Teleskuff dzisiaj jest miejscem, które daje nadzieję. Miejscowość, która była miejscem krwawych walk w zeszłym roku, dziś jest oazą spokoju. Wróciło już około 800 chrześcijańskich rodzin czyli ok 3,5 tys. osób. Wraz z ludźmi, którzy przekazywali pomoc w naszym imieniu odwiedzamy rodzinę po rodzinie. To właśnie do nich dotarła pomoc z Polski. Z gruzów powstają mieszkania. Samotna matka z trójką dzieci uprząta cegły w domu, w którym wreszcie chce zamieszkać. Chodzimy z pokoju do pokoju – „te drzwi i te następne kupiliśmy za pieniądze od was”. W domu, który odwiedzamy jest piekielnie gorąco – temperatura na zewnątrz to 47 stopni Celsjusza. Wokół nas biegają dzieci. Przekazujemy wsparcie i ruszamy dalej. Nasz przewodnik wzruszył się, i patrząc na oddalający się dom stwierdza „teraz będą mogli kupić lodówkę”. Uświadamiamy sobie, że w domu jej nie było. Niektóre rodziny nadal potrzebują wsparcia, szczególnie osoby niepełnosprawne lub samotne. Ale w wielu miejscach wystarczyła nasza początkowa pomoc i pracowitość mieszkańców. Dziś odwiedzamy ich jako goście. Dalsza pomoc nie jest już potrzebna. Mamy jednak świadomość, że dotarła ona tylko do kilkudziesięciu rodzin, a powróciły i czekają na powrót setki. To co przekazujemy w imieniu Fundacji Pomocy Dzieciom w Żywcu i naszej to jednak realna pomoc dla wielu. Przemierzamy ulice na których działają sklepy, warsztaty, przejeżdżamy koło wyposażonej za polskie fundusze szkoły. Na jednym z mijanych murów mural z gołębiem trzymającym gałązkę oliwną...
Druga w tym roku wyprawa Orlej Straży do Północnego Iraku

Druga w tym roku wyprawa Orlej Straży do Północnego Iraku

W piątek 14 lipca wolontariusze Orlej Straży na czele z Bartoszem Rutkowskim dotarli do Irackiego Kurdystanu. Pierwszym przystankiem na ich drodze była miejscowość Karakusz(Qaraqosh) gdzie spotkali się z żołnierzami jednostek chrześcijańskich oraz księdzem z Centrum im. Św. Pawła. Oto pierwszy raport wraz ze zdjęciami jaki od nich otrzymaliśmy:     Jak bardzo kilka miesięcy może zmienić kraj. Tam gdzie były checkpointy dziś pozostałości kamer na słupach, na skrzyżowaniach gdzie stały karabiny maszynowe teraz ludzie wykładają towar swoich sklepików. Jeszcze niedawno nasi wolontariusze mijali wbite w ziemie pociski moździerzowe a dziś bez przeszkód przemieszczamy się samochodem. To nie znaczy, że wojna się skończyła a wszystkie napięcia zniknęły. Najlepiej pokazują to problemy z przekroczeniem granicy pomiędzy terenami kontrolowanymi przez siły Kurdyjskie i Rząd Centralny. Pomimo tego poziom bezpieczeństwa wzrósł niepomiernie. Spotkaliśmy się z zaprzyjaźnionymi żołnierzami NPU (Nineveh Plain Protection Unit) którzy proszą o wsparcie dla powracających rodzin. Do Karakusz wróciło ich już 400. Ludzie chcą tutaj zacząć życie od nowa. Proszą przede wszystkim o pomoc w wznowieniu swoich dawnych profesji. Stworzono listę chcących wrócić wraz z ich zawodami. Każda wracająca rodzina ma uruchomić swoją działalność i przygotowała do tego kosztorys. Sumy wahają się od 1 do 3 tys dolarów. Udało się już uruchomić zakład mechaniki samochodowej, kilka sklepów i zakład fryzjerski. W kolejce czeka klinika, kowal i rzemieślnicy ale nie ma pieniędzy. Jesteśmy już po rozmowach i podpisaliśmy nowe porozumienia oczywiście wesprzemy tą działalność. W centrum chrześcijańskim im. Św Pawła ksiądz oprowadza nas po zniszczonym budynku. ISIS wysadziło ścianę boczną klatki schodowej by zniszczyć krzyż na zewnątrz budynku. To samo spotkało dzwonnice. Zniszczono sale teatralną dla dorosłych i drugą z teatrem...