Pomoc Polaków dla Karakosz – wsparcie fundacji Orla Straż dla szkoły i kościoła

Pomoc Polaków dla Karakosz – wsparcie fundacji Orla Straż dla szkoły i kościoła

Zniszczone miasto Karakosz, w sercu Równiny Niniwy było kiedyś centrum chrześcijaństwa w Iraku. Powoli zaczyna powracać tam życie, jednak potrzeba czasu, aby odbudować je z gruzów. Nie byłoby to możliwe gdyby nie determinacja jego mieszkańców oraz wsparcie z zewnątrz. Ważnym jego składnikiem jest pomoc Polaków. Za naszym pośrednictwem dociera ona bezpośrednio do potrzebujących (więcej na ten temat tutaj). Wydarzenia, które miały swój początek w 2014 roku w Iraku i Syrii już dzisiaj można nazwać najokrutniejszym konfliktem XXI wieku. Brutalna napaść terrorystów islamskich skierowana była przede wszystkim przeciwko cywilom. Najbardziej bezbronni stali się ich głównym celem. Nawet dziś nie można jeszcze mówić o bezpieczeństwie w tym regionie. W październiku 2016 roku daesh zostali przepędzeni z Równiny Niniwy, a dla jej mieszkańców nastąpił długo wyczekiwany powrót do rodzinnych stron. W Karakosz, jak i w innych miejscowościach odbitych z rąk terrorystów, zastali oni jedynie zgliszcza.   Islamiści starali się zniszczyć wszelkie ślady religii i kultury chrześcijan. Spalili i sprofanowali kościoły. Ulice tonęły w morzu gruzów. Brakowało bieżącej wody i prądu. Terroryści zaminowali wiele budynków improwizowanymi ładunkami wybuchowymi, na których rozbrojenie trzeba było zaczekać wiele tygodni, aż do przyjazdu saperów. Powracający nie mieli jednak zamiaru załamywać rąk. Własnymi siłami rozpoczęli odbudowę. Mieszkańcy, na czele z proboszczem, po prawie trzech latach znów mogli przestąpić próg kościoła św. Jerzego na obrzeżach Karakosz, w Bartelli. Spontanicznie zaczęli modlić się i śpiewać, nie kryjąc przy tym łez radości. Jeden z mieszkańców powiedział wtedy – „Modliliśmy się do Boga, aby odbudował ten kościół i powrócił tutaj, aby odtworzyć tę wspólnotę chrześcijańską”. (źródło) Pomoc Polaków dała ogromną szansę żeby tego dokonać. Właśnie zakończyła się pierwsza faza renowacji kościoła św....
Uniknęli masakry w Sindżarze, teraz mieszkają w obozie Esiyan i potrzebują wsparcia

Uniknęli masakry w Sindżarze, teraz mieszkają w obozie Esiyan i potrzebują wsparcia

Trudno uwierzyć, że kobieta na powyższym zdjęciu ma 37 lat. Smutek, łzy i choroba zmieniły jej twarz, postarzając o przynajmniej dekadę. Nazywa się Khoke i jest matką jedenaściorga wspaniałych dzieci. Mieszkają w skromnym namiocie w obozie Esiyan. Jej mąż został zamordowany w sierpniu 2014 roku, gdy islamski kalifat zaatakował Sindżar. Wraz z dziećmi udało jej się uniknąć masakry i mimo, że była wtedy w ciąży, przedostali się przez góry do bezpiecznego miejsca. Ciężką podróż okupiła uszkodzeniem kręgosłupa i ogromnym bólem, uniemożliwiającym samodzielną egzystencję.   Nie jest w stanie podnieść własnego dziecka, czy wykonać nawet prostych czynności. Cały obowiązek opieki nad nią i rodzeństwem musiał przejąć najstarszy, dziewiętnastoletni syn. Aby zapewnić im byt, własnoręcznie wybudował z kilku stalowych prętów i blachy pomieszczenie, w którym otworzył mały punkt ksero. To jedyne źródło utrzymania całej rodziny. Mimo to nie poddają się. W marcu odwiedziliśmy ich po raz pierwszy. Niespełna trzyletnia córeczka Khoke nie opuszczała objęć swojej mamy, szukając dotyku, który zapewniał jej poczucie bezpieczeństwa. Osiemnastoletni wtedy syn marzył o otwarciu niewielkiego zakładu, dzięki któremu mógłby zarobić pieniądze na utrzymanie rodziny. Nie mógł znaleźć stałej pracy. W obozie Esiyan każdy jej szuka. Wszyscy potrzebują choćby dorywczego zajęcia, bo tam nikt nie otrzymuje wsparcia w formie finansowej. Chłopak był jednak uparty i udało mu się postawić prowizoryczny, blaszany pawilon i rozpocząć działalność. Używany komputer i drukarkę otrzymał od wujka, który kiedyś prowadził biuro. Teraz jest w stanie zarobić tyle, aby kupić jedzenie dla siebie, mamy i rodzeństwa. Niestety na nic innego już nie wystarcza, a potrzeby przerastają ich możliwości. Khoke wymaga operacji, która kosztuje 2400 dolarów. Takiej sumy nigdy nie uda im się uzbierać....
W Khanke powstał sklep z ubraniami tworzonymi przez kobiety wyzwolone z rąk terrorystów

W Khanke powstał sklep z ubraniami tworzonymi przez kobiety wyzwolone z rąk terrorystów

We wrześniu ubiegłego roku wraz z fundacją Shengal Charity Organization zorganizowaliśmy pierwszy kurs szycia dla jazydzkich kobiet, które zostały wyzwolone z rąk terrorystów islamskich.  Dwa miesiące później, w miejscowości Khanke, we współpracy z fundacją Ourbridge otworzyliśmy świetlicę (patrz tutaj) dla nich oraz ich dzieci. Mogły tam doskonalić swoje umiejętności, a także uzewnętrznić piękno i koloryt jazydzkiej kultury. Kilka dni temu w Khanke fundacja SCO otworzyła sklep z ubraniami oraz ozdobami szytymi przez wspomagane przez nas kobiety – rezultat ich ciężkiej pracy.   Miejmy nadzieję, że pozwoli im to na samodzielne utrzymanie i co najważniejsze, przywróci poczucie własnej wartości. W niedalekiej przyszłości kolejny sklep powstanie w miejscowości Lalish – miejscu obdarzonym wyjątkową czcią przez jazydów i bardzo chętnie odwiedzanym przez podróżników z całego świata. Dochód ze sprzedaży wyrobów tworzonych przez ocalałe z niewoli kobiety będzie w całości przeznaczony dla nich. Warto tu również wspomnieć o dwóch niezwykłych kobietach – Nuri i Jalili. Choć nie mają jeszcze dwudziestu lat, zaznały w swoim życiu ogromnych cierpień. Obie były więzione przez terrorystów z ISIS. Teraz te dzielne dziewczyny muszą pokonać traumę, jaką przeszły.   Nuri wraz z rodziną została porwana, gdy miała piętnaście lat, w dniu, w którym ISIS dokonało ludobójstwa jazydów w Sindżarze. Ponad rok później ona i jej siostra zostały uwolnione, jednak dramat, jaki przeżyły, odbił na nich piętno. Siostra Nuri nie wytrzymała psychicznie i popełniła samobójstwo. Nuri nie udało się uzyskać schronienia w obozie. Dlatego wraz z ocalałymi członkami rodziny zmuszona była zamieszkać na jego obrzeżach. Niestety los jej ojca wciąż pozostaje nieznany. Jalila oraz dziesięć osób z jej rodziny trafiło do niewoli. Po trzech latach gehenny wraz z kilkorgiem...