Tydzień temu zakończono projekt naprawy sieci elektrycznej w miejscowości Wardiya –  Orla Straż sfinansowała przywrócenie elektryczności w kolejnej miejscowości w Iraku

Tydzień temu zakończono projekt naprawy sieci elektrycznej w miejscowości Wardiya – Orla Straż sfinansowała przywrócenie elektryczności w kolejnej miejscowości w Iraku

Życie bez elektryczności w surowym, górskim klimacie w rejonie Gór Sindżar na Północy Iraku jest praktycznie niemożliwe. Zimą, aby przetrwać, mieszkańcy muszą ogrzewać swoje domy za pomocą pieców elektrycznych lub na paliwa płynne. Z dostawą nafty zazwyczaj są problemy (o zaopatrywaniu mieszkańców tego regionu w paliwo do ogrzewania pisaliśmy na naszym facebooku), a jedyną alternatywą jest wtedy prąd. Innym istotnym problemem jest też fakt braku kanalizacji. Wodę pozyskuje się ze studni albo dowozi beczkowozami z oddalonych źródeł. Aby móc korzystać z wody w domach, potrzebne są pompy, a te wymagają zasilania elektrycznego.   film pt. „Przywrócić życie” zrealizowany przy współpracy z Fundacją Pomocy Dzieciom w Żywcu, opowiadający o realizacji projektu elektryfikacji wsi Jafriyya. W październiku ubiegłego roku, dzięki współpracy z organizacją Yezidi Human Rights Organization, możliwe było przywrócenie elektryczności we wsi Jafriyya (patrz tutaj). Na początku kwietnia udało się doprowadzić prąd do kolejnej miejscowości – Wardiya. Koszt całego projektu wyniósł 2900$ (około 10000PLN). Obejmował on doprowadzenie prądu z oddalonej o 3 km sąsiedniej miejscowości oraz naprawę uszkodzonych 10 km linii energetycznej wewnątrz wsi. Prace, prowadzone przez 6 osobowy zespół, trwały 20 dni a ich efektem jest przywrócenie elektryczności dla ponad tysiąca mieszkańców. Przed wojną w miejscowości Wardiya mieszkało 10000 osób. Tak jak w wielu miejscowościach w rejonie Sindżaru prądu nie było tutaj od najazdu ISIS w 2014 roku. Teraz, na wieść o ponownym podłączeniu elektryczności, kolejne rodziny będą miały możliwość powrócić do domu....
Orla Straż współfinansowała zakup autobusu szkolnego dla dzieci w Khanke

Orla Straż współfinansowała zakup autobusu szkolnego dla dzieci w Khanke

Dla setek dzieci ośrodek w Khanke jest miejscem, gdzie codziennie uczą się i bawią. Część mieszka tu na stałe, wiele dociera z pobliskiego obozu dla przesiedleńców. Od początku kwietnia zdecydowanie szybciej i bezpieczniej docierają na zajęcia. Mają do dyspozycji autobus szkolny, którego zakup współfinansowaliśmy. Obóz pod Khanke jest największym obozem dla uchodźców w Irackim Kurdystanie. Za jego ogrodzeniem oraz w dzikich siedliskach wokół mieszka ponad dwadzieścia tysięcy osób.   Ta niewielka miejscowość niedaleko półmilionowego Duhok, stała się w 2014 roku schronieniem dla uciekinierów z Sindżaru oraz innych zajętych przez ISIS terenów. Miało to być miejsce przejściowego pobytu, tymczasowym domem. Mijają cztery lata od tamtych wydarzeń. Państwo Islamskie zostało wyparte z ich ziem, ale oni wciąż nie mogą powrócić. Sindżar jest w ruinie. Marzenia o ujrzeniu ojczystej ziemi trzeba przełożyć. Nie mając innego wyjścia próbują adaptować się do nowej, choć trudnej sytuacji. Starają się pracować, posyłać dzieci do szkoły i żyć dalej. Są przypadki, w których trauma jest tak głęboka, że nie wytrzymują psychicznie i podejmują próby samobójcze. Naszym zadaniem jest dać im nadzieję i pokazać, że ich los nie jest nam obojętny. Jak pokazały zajęcia organizowane od września ubiegłego roku, dzieci bardzo chętnie się uczą. Ośrodek w Khanke bardzo im w tym pomaga. Na ich twarzach co raz częściej pojawia się uśmiech. Nie wiadomo jak długo tutaj pozostaną, więc trzeba dołożyć starań, aby w przyszłości byli gotowi do odbudowy swoich miast a potem całego kraju. W ośrodku edukacyjnym pracują miejscowi nauczyciele i wychowawcy, którzy starają się zadbać o jak najlepsze warunki dla swoich podopiecznych. Potrzeby są ogromne, jednak wraz z fundacją OurBridge staramy się robić wszystko, aby zapewnić dzieciom...
Mają tyle, ile zdołali ze sobą zabrać, gdy najeźdźca palił ich dom – teraz dzięki Orlej Straży kolejne rodziny mogą zacząć od nowa.

Mają tyle, ile zdołali ze sobą zabrać, gdy najeźdźca palił ich dom – teraz dzięki Orlej Straży kolejne rodziny mogą zacząć od nowa.

Podczas każdego wyjazdu do Iraku staraliśmy się jak najlepiej poznać ludzi, którym zdecydowaliśmy się pomagać. Spaliśmy wraz z nimi na podłodze, wspólnie jedliśmy posiłki i godzinami rozmawialiśmy o tym, jak można im pomóc. Poznaliśmy ich potrzeby i marzenia. Najczęściej chcieli po prostu wrócić w rodzinne strony i zacząć od nowa. Niektórzy myśleli o wyjeździe, o pozostawieniu koszmarnych wspomnień daleko za sobą i poszukaniu szczęścia gdzie indziej. Im dziwiliśmy się najmniej, bo przecież każdy chce jak najlepszej przyszłości dla siebie i swoich dzieci. Po takich przeżyciach decyzja o wyjeździe wydaje się być zrozumiała, wręcz naturalna. Wielu jednak pragnie zostać. Planują odbudować dom, posłać dzieci do szkoły i żyć tak jak kiedyś. Niestety nie jest to takie proste. Obecnie mieszkają w namiotach, w ponurej rzeczywistości obozów lub w zrujnowanych pustostanach wokół nich. Często czekają na jakiekolwiek wieści o zaginionych członkach rodziny. Ich rodzinne miejscowości są zniszczone. W miastach – widmach, z których uciekli długo jeszcze nie będzie tak jak przed wojną. Tysiące rodzin jest jednak gotowych do powrotu. Potrzebują tylko, aby ktoś pchnął ich na właściwe tory i dał nadzieję. Ich dramat czasem dociera do światowych mediów, jednak rzadko dostają zwrotnie jakieś wsparcie. Pomóc odbudować ich świat może każdy z nas. W myśl słów Ronalda Reagana – „Nie możemy pomóc każdemu, ale każdy może pomóc komuś”.   „Dobra praca” – tak sami uchodźcy nazwali program pomocowy, który od sierpnia zeszłego roku wraz z nimi realizujemy. Przez osiem miesięcy jego trwania, kilku rodzinom w Karakosz (oraz pobliskiej Bartelli), skąd wzięła się inicjatywa (patrz tutaj), udało nam się zakupić wyposażenie, aby mogli rozpocząć samodzielną działalność. Korzystają na tym również pozostali mieszkańcy, którzy mają...