Odbudowa Sindżaru potrwa wiele lat, dlatego zrobiliśmy pierwszy krok – wybudowaliśmy dom dla rodziny przesiedleńców

Odbudowa Sindżaru potrwa wiele lat, dlatego zrobiliśmy pierwszy krok – wybudowaliśmy dom dla rodziny przesiedleńców

Pomysł, aby wybudować dom dla rodziny przesiedleńców narodził się po nawałnicy, która przeszła w kwietniu w Iraku. Zniszczeniu uległy wtedy dziesiątki namiotów. Oczywistym było, że jak najszybciej trzeba podjąć działanie i zacząć budować murowane domy. Postanowiliśmy postawić pierwszy krok i pokazać jak to zrobić. Potężna nawałnica spustoszyła obozy dla przesiedleńców – potrzebna pilna pomoc Tysiące jazydzkich i chrześcijańskich rodzin mieszkających w obozach dla przesiedleńców rozsianych na terenie Iraku, żyje nadzieją na powrót do domu. Żeby wracać, najpierw muszą mieć do czego. Rodzinne miasto jazydów – Sindżar – wciąż jest postapokaliptycznym gruzowiskiem.   Jak każdy projekt, który do tej pory wykonywaliśmy, również ten był uzgadniany z samymi potrzebującymi. Nie chcemy robić czegoś, co kompletnie się im nie przyda, tylko dlatego, żeby pochwalić się sztucznie wykreowanym „sukcesem” i liczbami, które dobrze wyglądają jedynie na papierze. Nie robimy też planów na kolejne lata, bo potrzeby są tu i teraz. Jedną z nich jest problem zniszczonych domów w Sindżarze. Kilku rodzinom, które już wróciły do tego miasta – widma, pomogliśmy otworzyć własną działalność. Innym chcemy wybudować niewielkie domy w miejscu tych, które zostały zniszczone. Od tego zależy kiedy i czy w ogóle miasto powstanie z kolan. Dakhil – nasz przyjaciel i współpracownik, który pochodzi z Sindżaru a obecnie mieszka na obrzeżach obozu dla przesiedleńców, wykonał projekt. Jest inżynierem budownictwa, więc mamy do niego pełne zaufanie. To on w maju zrobił kosztorys oraz plan odbudowy spalonych namiotów (więcej szczegółów tutaj). Wybrał również sześcioosobową rodzinę, dla której miał powstać dom. Wcześniej mieszkali w fatalnych warunkach,w obozie Jameshko . Gdy dowiedzieli się, że będą mieć własny dom w rodzinnym Sindżarze, ich radość była nie do opisania....