Przywrócić nadzieję – Jak można skutecznie pomagać

Przywrócić nadzieję – Jak można skutecznie pomagać

Pomysł na projekt „Dobra praca” – plan jak można skutecznie pomagać ofiarom wojny poprzez odtwarzanie miejsc pracy – powstał ponad rok temu. Od tamtej pory, średnio co dwa, trzy tygodnie otwieramy nowy sklep lub warsztat. Stają się one szansą na powrót do normalności całej rodzinie. Dziś opowiem dwie historie o potrzebie pomocy i jej efektach. Tylko mając pełen obraz sytuacji można spróbować im skutecznie pomagać. Pierwsza opowieść wiąże się z wyjazdem do Iraku na przełomie sierpnia i września. Z towarzyszącymi mi – Tatianą i Natalią -odwiedzaliśmy rodziny w obozach dla przesiedleńców, żeby je jak najlepiej poznać i móc twarzą w twarz z nimi porozmawiać. Tylko mając pełen obraz sytuacji jesteśmy w stanie skutecznie pomagać. Wysłuchaliśmy wielu historii. Większość naznaczona była smutkiem i cierpieniem, słyszalnym w głosie naszych rozmówców.Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do tego, że aby komuś pomóc,czasem musisz wyrywać z niego te bolesne wspomnienia. Podczas jednej z wizyt w obozie w Khanke odwiedziliśmy rodzinę, której wola przetrwania zrobiła na nas ogromne wrażenie. Idąc na spotkanie z nią wiedzieliśmy, że będzie to dramatyczna opowieść,ale nie spodziewałem się, że tak bardzo ją zapamiętam. Mówi o mężu i dwóch synach „zaginieni”, choć zapewne zdaje sobie sprawę, że zostali zamordowani przez terrorystów. Od wejścia przywitała nas około czterdziestoletnia kobieta z dwiema kilkuletnimi córkami. Zaprosiła gestem do swojego namiotu. Gdy weszliśmy dalej okazało się, że w sumie rodzina liczy sześć osób – kolejne trzy córki czekały wewnątrz. Poczęstowały nas wodą i siedliśmy na podłodze wysłuchać opowieści. Mówiła naprzemiennie ze swoją najstarszą córką, która przez cały czas miała opuszczony wzrok. Tak zapisaliśmy historię Haiyat i jej pięciu córek: Z siedmiorga dzieci pozostało jej 5...
Zdążyć przed zimą – Rozpoczęliśmy zaopatrywanie 80 rodzin w zwierzęta hodowlane

Zdążyć przed zimą – Rozpoczęliśmy zaopatrywanie 80 rodzin w zwierzęta hodowlane

W ciągu dnia jest tak ciepło, że krótki rękaw w zupełności wystarczy. Początek listopada w tym klimacie jest jednak dosyć zdradliwy. Temperatura w nocy drastycznie spada i występują pierwsze przymrozki. Dla rodzin, które mieszkają w namiotach lub prowizorycznych domach rozpoczyna się bardzo trudny okres. Zima w północnym Iraku bywa ciężka. Choć nie ma tu tak niskich temperatur jak u nas, to silny wiatr i otwarte przestrzenie dają wrażenie wręcz arktycznego zimna. Dość powiedzieć, że gdy byłem tam w listopadzie dwa lata temu, musiałem w nocy ubierać dwie pary spodni i grube skarpety, a i tak potrafiłem przemarznąć na kość. W połączeniu z brakiem dostatecznych składników odżywczych w diecie jest to szczególnie ciężki czas dla rodzin wykupionych lub wyzwolonych z rąk terrorystów. Tym osobom pomagamy. Bartek właśnie wrócił z Iraku, do którego pojechał, aby kupić zwierzęta hodowlane – owce, kozy i kury – dla 80 rodzin znajdujących się w najcięższej sytuacji. „Teraz w błocie przemierzamy wieś sprawdzając przygotowania do naszego największego projektu. Ale o tym wkrótce. Możemy tylko zdradzić, że doskonale wiemy po ile tu można kupić pustaki i… kury.” Rodziny, które otrzymają wsparcie w takiej właśnie postaci przetrwały niewolę lub w wyniku wojny straciły wszystko. Nie jest to jednak całkowicie nowy pomysł. Podobną akcję przeprowadziliśmy już (z pomocą fundacji Dziecko i Rodzina) na początku tego roku. Wtedy pomoc otrzymały cztery rodziny. Teraz skala jest dużo większa, ponieważ na ten projekt otrzymaliśmy dofinansowanie z Departamentu Pomocy Humanitarnej, w którym Bartek został niezależnym ekspertem (odpowiedni człowiek na właściwym miejscu :)). Dzięki ogromnym staraniom oraz pomocy wielu osób przy tworzeniu projektu (m.in. Fundacji Innovaid) udało nam się uzyskać środki na sfinansowanie tego...
Wszystkie historie są inne, każda jest przygnębiająco podobna – Wyprawa Orlej Straży do Iraku

Wszystkie historie są inne, każda jest przygnębiająco podobna – Wyprawa Orlej Straży do Iraku

Każdy wyjazd do Iraku jest dla mnie nowym doświadczeniem. Po każdym powrocie milion myśli przebiega mi przez głowę. Może dlatego, że co raz lepiej rozumiem sytuację ludzi, których wspieramy i co raz silniej angażuję się w pomoc dla nich. Głównym celem ostatniego wyjazdu było zebranie materiałów do książki, opowiadającej o losach tych, którzy przetrwali krwawy najazd terrorystów. Moją rolą była pomoc w dotarciu do nich i wysłuchaniu ich dramatycznych historii. Jak żyją dzisiaj? Czy potrafią się odnaleźć? To chyba najtrudniejsze zadanie, jakie do tej pory miałem do wykonania w związku z pobytem w tym miejscu. Wraz ze mną do Iraku przyjechała Natalia i Tatiana. Owa książka, o której wspomniałem ukaże się za kilka miesięcy. Będzie ona literackim debiutem Natalii. Towarzysząca nam Tatiana, która jest fotografem dokumentowała wyjazd robiąc zdjęcia. Jej pracę możecie podziwiać, choćby w tym artykule.   Pobyt zaczęliśmy podobnie jak ostatnim razem – od odwiedzin w ośrodku edukacyjnym w Khanke. Od lipca trwa zbiórka na pomoc w jego utrzymaniu. Kto jeszcze nie wie o co chodzi lub chciałby wesprzeć naszą akcję, zachęcam do zapoznania się ze szczegółami w poniższym linku. Zbiórka na ośrodek edukacyjny dla wdów i sierot w Khanke Przekazałem na ręce dyrektora placówki część zebranej kwoty – nasz udział w dalszym jej funkcjonowaniu – i zrobiłem mały rekonesans w potrzebach ośrodka. Te nie są duże i przekazywane przez nas, comiesięczne wsparcie, wystarcza na pokrycie obecnych wydatków. Dowiedziałem się nawet, że są plany, aby w niedalekiej przyszłości przyjąć większą liczbę uczniów. Wszystko dzięki temu, że zapewniamy ośrodkowi w Khanke stałe finansowanie. W obozie dla przesiedleńców w Khanke spotkaliśmy się z Shamo, który prowadzi sklep, otworzony dzięki...
Warto im pomagać – Podsumowanie wyjazdu do Iraku

Warto im pomagać – Podsumowanie wyjazdu do Iraku

Plan podróży zakładał cztery większe przystanki. W Khanke, w którym mieliśmy sprawdzić sytuację jazydzkich przesiedleńców, w Teleskuff – chrześcijańskim miasteczku przy granicy Iraku i Kurdystanu oraz Duhok i Erbilu. W dwóch ostatnich naszym głównym zadaniem było odbycie kilku spotkań z organizacjami, z którymi współpracujemy. Jak zwykle przy wyjazdach do Iraku plan był tylko ogólnym zarysem. Miałem świadomość, że na miejscu sytuacja wszystko zweryfikuje. Przeczucie mnie nie myliło. Pożar w Khanke zmusił nas do natychmiastowej reakcji i zmiany założeń podróży, ale po kolei… Gdy tylko dotarliśmy na lotnisko w Erbilu, na miejscu już czekali na nas Dakhil i Laith. Z uśmiechem na twarzy wyściskali nas jak najbliższych przyjaciół i mimo późnej pory za punkt honoru postawili sobie znaleźć miejsce, gdzie będziemy mogli coś zjeść po dosyć długiej podróży. Obaj współpracują z nami przy projektach w Khanke i muszę przyznać, są właściwymi ludźmi.   Po dotarciu na miejsce pozwoliliśmy sobie na dwugodzinną drzemkę i skoro świt ruszyliśmy do pierwszego punktu naszej wyprawy – ośrodka Ourbridge. Nie będę się rozpisywał na temat ośrodka. Część informacji możecie znaleźć w podanym linku (czytaj tutaj). Widok, jaki tam zastaliśmy naładował nasze baterie i pozwolił zapomnieć o zmęczeniu. Ponad 250 dzieci i wdów wyzwolonych z rąk ISIS, codziennie uczy się tutaj i miło spędza czas. Plan zajęć dla dzieciaków dzieli się na dwie części – poranną i popołudniową. Są zajęcia plastyczne, lekcje matematyki, biologii i języka angielskiego. Kobiety uczą się szycia i tworzą drobne rękodzieła. Wypytaliśmy nauczycieli i wychowawców o pracę oraz potrzeby ośrodka i bez wątpliwości, chórem stwierdziliśmy, że to miejsce jest doskonałym przykładem pomocy ofiarom terrorystów. Wojtek – nasz operator – biegał z kamerą,...
Wizyta w Teleskuff i niespodziewany powrót do Khanke

Wizyta w Teleskuff i niespodziewany powrót do Khanke

Po opuszczeniu Khanke pojechaliśmy do chrześcijańskiej miejscowości Teleskuff, która podczas wojny z ISIS pełniła rolę koszar wojsk kurdyjskiej Peshmergi. Dopiero na początku ubiegłego roku pierwsze rodziny zaczęły powracać i odbudowywać swoje domy. Moje pierwsze wrażenia były bardzo pozytywne. Na obrzeżach nadal można dostrzec ostrzelane przez karabiny i moździerze budynki, żywy pomnik toczącego się tu niegdyś konfliktu. Dalej jest jednak zdecydowanie lepiej. Wokół uprzejmi ludzie, którzy kłaniają się i pozdrawiają. Czyste, zadbane ulice i niespotykany nigdzie indziej spokój jest widoczny w całym mieście. Miejscowość z każdej strony otaczają posterunki wojskowe z żołnierzami strzegącymi bezpieczeństwa. Kiedy rok temu, gdy przekraczaliśmy posterunek prowadzący do miasta zniszczenia były widoczne na każdym kroku. Wtedy do Teleskuff wróciło około dwustu rodzin. Dziś jest ich ponad dziewięćset.   To jedna z niewielu miejscowości, gdzie na prawdę widać różnicę. Choć kilka budynków jest zniszczonych i czeka je rozbiórka, miasto powraca do dawnej świetności. Wewnątrz miasteczka życie toczy się wolnym, wręcz ospałym tempem, głównie ze względu na panującą temperaturę. W tej miejscowości naszym głównym zadaniem było rozeznanie w sytuacji oraz sprawdzenie potrzeb mieszkańców. Kilku rodzinom pomogliśmy tutaj stanąć na nogi, za co lokalni liderzy byli nam bardzo wdzięczni. Prośby mieszkańców nie są wygórowane. Ich jedyną bolączką jest brak opieki medycznej. Najbliższy szpital jest w Duhok, oddalonym od Teleskuff o ponad godzinę jazdy. Do drugiego, w Mosulu niedawno zamknięto drogę. Nikt nie chciał podać powodu, a ja nie dopytywałem. Niektóre tematy są trudne do zrozumienia dla obcych. Wieczorem sygnał Messengera zabrzmiał kilkukrotnie. Nasi jazydzcy przyjaciele wysłali nam zdjęcia z tragedii jaka rozegrała się w obozie dla przesiedleńców w Khanke, który niedawno opuściliśmy. W wyniku awarii instalacji elektrycznej zapalił się...
„Dziękujemy Orlej Straży, dziękujemy Polakom” – raport z wyjazdu do Iraku

„Dziękujemy Orlej Straży, dziękujemy Polakom” – raport z wyjazdu do Iraku

Cytowane w temacie tego posta słowa słyszeliśmy wczoraj i dzisiaj dziesiątki razy. Nie po wdzięczność jednak tu przyjechaliśmy. Naszym zadaniem jest dokumentacja wszystkich naszych dotychczasowych działań wspierających ofiary terroryzmu w Iraku. Nasza ekipa składająca się z czterech osób to: Wojtek – operator oraz fotograf, Piotr – ratownik medyczny, Darek dokumentujący wszystko niczym protokolant oraz ja – Dawid – wolontariusz fundacji, który opisze Wam jaką sytuację tutaj zastaliśmy. Szef, wódz, głównodowodzący Bartek Rutkowski odprowadził nas na stację kolejową w Gdańsku skąd wyruszyliśmy w trwającą blisko dwadzieścia godzin podróż. W moje ręce wręczył teczkę zadań, a gdy załadowaliśmy się już do pociągu, przez okno wykrzykiwał ostatnie wskazówki. Lotnisko w Irbilu przywitało nas duchotą i ciężkim do oddychania powietrzem. Nasz kierowca już był na miejscu, aby zabrać nas w miejsce, do którego nikt z nas, nawet w koszmarach nie chciał by trafić. Khanke, bo o tej miejscowości mowa to niewielka wieś, wokół której rozciąga się bezkres namiotów i prowizorycznych budyneczków. Tam w skrajnie niekorzystnych warunkach żyje blisko 16 000 jazydów, którzy uciekli przed ISIS. Niektórzy radzą sobie lepiej, inni gorzej. Najcięższą sytuację mają samotne matki z małymi dziećmi. Zanim jednak tam dotarliśmy czekało nas miłe przyjęcie. Dostaliśmy materace do spania i kuchnię oraz toaletę do naszej dyspozycji. W tutejszych warunkach nie każdy może pozwolić sobie na taki „luksus”. Dwie godziny drzemki po podróży musiały wystarczyć. Zabraliśmy potrzebne rzeczy i ruszyliśmy do ośrodka edukacyjnego współprowadzonego przez nas oraz fundację Ourbridge. Tam swój popis miał dać Wojtek, który nie opuszczał kamery nawet na moment. Krótka rozmowa z nauczycielami i uczniami ośrodka dała nam jasny przekaz – to co dla nich robimy ma ogromny sens....