Docieramy do miejsc, które trudno znaleźć na mapie

Docieramy do miejsc, które trudno znaleźć na mapie

Pomoc w odbudowie infrastruktury energetycznej powoli wchodzi w nasz stały program działań. Zapewnienie dostępu do elektryczności jest bardzo często pomijane przez organizacje mające znacznie większe możliwości od nas, a przecież ma ono ogromne znaczenie dla lokalnych społeczności. Większość fundacji i organizacji skupia się na pomocy doraźnej, głównie dystrybucji odzieży oraz żywności. Jest to oczywiście bardzo ważne. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Trzeba jednak pamiętać, że obecnie priorytetem powinna być pomoc przesiedleńcom w ich powrocie do domów i odbudowa zniszczeń. DOBRA PRACA – odbudowa miejsc pracy Istnieje również błędne przekonanie, że to właśnie mieszkańcy obozów dla przesiedleńców są w najgorszej z możliwych sytuacji. W istocie tak, jak wiele razy przekazywaliśmy w swoich relacjach z pobytu na miejscu, mieszka w nich tysiące rodzin. Trzeba im zapewnić choćby podstawową pomoc, bo w tych warunkach nie są w stanie zaspokoić najpilniejszych potrzeb. Nie można jednak zapominać o tych, którzy nie znaleźli w nich miejsca. Mieszkają gdzieś poza bramami albo w dzikich obozowiskach, z dala od jakiejkolwiek pomocy. Jedni i drudzy chcieliby wrócić do swoich rodzinnych miejscowości. Zacząć życie od nowa i odbudować swoją społeczność. Prowizoryczne domy w dzikim obozowisku. Liczne grupy uciekinierów znalazły też schronienie w wielu małych miejscowościach, które nie dostały się w ręce ISIS. Mieszkańcy sami organizowali im pomoc, bo wielu przybywało, mając jedynie to, co byli w stanie zabrać. Wioskę Avzrok trudno znaleźć na mapach. Położona jest pomiędzy znaną wszystkim z lekcji historii rzeką Tygrys oraz pasmem Gór Kurdyjskich. Stojąc na wzgórzu nieopodal tej małej miejscowości, można zobaczyć oba jej krańce. Mimo to w 2014 roku mieszkańcy przyjęli do siebie ponad 200 uciekinierów z terenów zajętych przez ISIS....
Pożar w Sindżarze i zbiórka na leczenie Hazar

Pożar w Sindżarze i zbiórka na leczenie Hazar

Dziś kilka słów o pożarze, jaki wybuchł w południowej części regionu masywu Gór Sindżar oraz apel o pomoc w sfinansowaniu leczenia Hazar – matki trójki dzieci, chorej na raka. Na początku czerwca fala pożarów nawiedziła Sindżar. W płomieniach stanęły tysiące hektarów pól uprawnych, które znajdowały się w bardzo bliskim sąsiedztwie zabudowań gospodarczych oraz domów mieszkalnych. Ogień błyskawicznie się rozprzestrzeniał, a ekstremalnie wysokie temperatury oraz silny wiatr utrudniały jego gaszenie. Jest to region, który w wyniku najazdu ISIS został doszczętnie zniszczony. Samo miasto obecnie nie nadaje się do powtórnego zamieszkania. Wiele mniejszych miejscowości oraz wiosek wokół, zmaga się z problemami braku elektryczności, opieki zdrowotnej i podstawowego szkolnictwa. Do walki z żywiołem stanęli mieszkańcy Choć brzmi to nieprawdopodobnie, to nie wyszkoleni i wyposażeni strażacy (w Sindżarze nie ma jednostek straży pożarnej), a sami mieszkańcy rozpoczęli skrajnie niebezpieczną walkę z pożarem. Przy pomocy koców, piasku oraz traktorów z broną próbowali zdławić ogień. Starali się zatrzymać go przed dalszym rozprzestrzenianiem się w kierunku zabudowań mieszkalnych. To, co możecie zobaczyć na powyższym filmie, pokazuje, jak desperacko ratowali swoją ziemię. Tysiące hektarów pól uprawnych stanęło w płomieniach. Po prawie tygodniu gaszenia wszelkimi siłami, udało się opanować sytuację. W wyniku pożaru zginęło dwóch ochotników, którzy podjęli bohaterską próbę powstrzymania ognia. Barzan oraz Sabri swoim czynem prawdopodobnie ocalili wielu ludzi. Warto dodać, że Barzan przez kilka lat mieszkał w Holandii, gdzie zresztą otrzymał azyl i prawo stałego pobytu. Wrócił, jednak do Sindżaru, gdzie się urodził i wychował. Tam również zginął ratując innych. Mężczyzna rozpaczający nad spalonym traktorem. Ogień pochłonął uprawy. Zginęły zwierzęta hodowlane, których nie udało się ewakuować, a wielu rolników straciło dorobek życia. Nie tak dawno...
Czekamy na zbiory – Koniec pierwszego etapu budowy szklarni

Czekamy na zbiory – Koniec pierwszego etapu budowy szklarni

Właśnie zakończył się pierwszy etap projektu budowy szklarni. Teraz z niecierpliwością czekamy na pierwsze zbiory. Budowla powstała w miejscowości Borek na północnym zboczu Gór Sindżar.  Ma 52 metry długości i 9 metrów szerokości. Jest to w zasadzie tunel foliowy oparty na stalowej konstrukcji. Mniejsza jednak o nazewnictwo. Chodzi o efekt, jaki mam nadzieję, już niedługo ujrzymy. Konstrukcja szklarni ma 52 metry długości i 9 metrów szerokości. Zaprojektował ją Dakhil, inżynier budownictwa, który już wiele razy podejmował się podobnych, często pionierskich inicjatyw. Dzięki niemu powstał m.in. pierwszy dom dla przesiedleńców, którzy wrócili w lipcu ubiegłego roku do swojej rodzinnej miejscowości (mamy nadzieję, że w tym roku uda nam się wybudować więcej takich domów). Kilka miesięcy temu zaproponował kolejny pomysł, który bardzo nam się spodobał.   Dakhil (po lewej) zaprojektował m.in dom dla przesiedleńców, którzy wrócili do Sindżaru. Warunki do uprawy warzyw i owoców są w Iraku bardzo dobre. Słońce świeci praktycznie cały rok. Temperatury z naszego punktu widzenia są ekstremalne (w lipcu i sierpniu przekraczają 50°C). Przez pierwsze 2-3 dni po przyjeździe, zawsze mam problem z dostosowaniem się do tych upałów, mimo że byłem tu już 5 razy. Zima trwa krótko, choć bywa nieprzewidywalna. Opady deszczu potrafią zamienić drogi w rwące rzeki. Przez 10 miesięcy są jednak idealne warunki do uprawy pomidorów, ogórków, fig, daktyli, czy oliwek. Szczególnie te ostatnie są prawdziwym specjałem w północnym Iraku. Osobiście nigdy nie przepadałem za oliwkami, ale teraz nie wyobrażam sobie dnia spędzonego w Iraku bez zjedzenia przynajmniej niewielkiej porcji. Warzywa i owoce to podstawa każdego posiłku. Warzywa to podstawa diety dla większości mieszkańców Iraku i Irackiego Kurdystanu. Nie ważne, czy mieszkają w obozie...
W 30 dni dookoła świata – krótka relacja z naszych ostatnich działań

W 30 dni dookoła świata – krótka relacja z naszych ostatnich działań

Ostatni miesiąc był prawdziwym wyzwaniem. Począwszy od końca lutego odbyliśmy istne tournee, zaznaczając na mapie kolejne krzyżyki odwiedzonych miejsc. W ostatni weekend lutego gościliśmy Farhada – naszego przyjaciela, który przy okazji swojego pierwszego pobytu w Polsce zbierał z nami pieniądze w kościele pw. Chrystusa Króla w Rokietnicy. Poprosił o wsparcie i pamięć o ofiarach terrorystów. Farhad prosił o pamięć i wsparcie dla ofiar terrorystów. Było to historyczne wydarzenie, ponieważ chyba po raz pierwszy w polskim kościele przemawiał przedstawiciel jazydzkiej społeczności. Jego historia poruszyła wiele osób. W sierpniu 2014 roku, kiedy ISIS napadło na Sindżar uciekł z niego wraz z siostrami i kuzynką. Podczas ucieczki ledwo uniknął śmierci. W jej trakcie zgłosił się na ochotnika, aby zawrócić do domu po leki, ponieważ syn jego kuzynki dostał ataków duszności. Tam pojmali go terroryści i tylko cudem, po raz drugi udało mu się ujść z życiem. Został postrzelony, a skutki odniesionej rany odczuwa do dziś. Później odwiedziliśmy jeszcze Misjonarzy Świętej Rodziny w Złotowie oraz Salezjan w Krakowie, gdzie również zbieraliśmy środki na pomoc w Iraku… oraz Egipt. W tym samym czasie, kiedy prowadziliśmy zbiórki w kościołach Bartek pojechał tam, aby przyjrzeć się sytuacji chrześcijan, którzy również stali się celem ataków fundamentalistów. W 2015 roku 21 mężczyzn zostało zamordowanych u wybrzeży Libii przez terrorystów z ISIS*. Nagranie z egzekucji 21 mężczyzn zostało opublikowane przez ISIS na Twitterze. Byli to robotnicy, którzy wyjechali, żeby zarobić na utrzymanie swoich rodzin. Wdowy i ich dzieci zostały zdane tylko na siebie. Bartek odwiedził również m.in. kościół w Kairze, gdzie w 2016 roku zginęło w zamachu 29 osób oraz Aleksandrię, w której zamordowanych zostało 15 osób. Egipt nie...
Podsumowanie projektu zakupu zwierząt hodowlanych

Podsumowanie projektu zakupu zwierząt hodowlanych

W grudniu, kiedy ostatnim razem byliśmy w Iraku, odwiedziliśmy część rodzin, które zaopatrywaliśmy w zwierzęta hodowlane. Zadaliśmy im po kilka pytań, aby zrobić krótkie podsumowanie i usłyszeć, w jaki sposób ta pomoc wpłynęła na ich życie. Zawsze podkreślamy, że najważniejsze dla nas jest działanie w porozumieniu z osobami, do których pomoc ma trafić. To jedna z naszych zasad i jej nigdy nie zmienimy. Jak do tej pory był to nasz największy projekt realizowany w Iraku. W związku z tym chcieliśmy, aby sami zainteresowani opowiedzieli, czy udało nam się w pełni zrealizować zakładane cele. Rodzina w obozie w Khanke „Jest nas ośmioro. Mieszkam z rodziną syna. Te zwierzęta pomagają mi zapomnieć o wszystkim, co przeszliśmy. Kiedy się nimi zajmuję, karmię, sprzątam, mogę  uciec myślami od tamtej tragedii.” W momencie, kiedy Bartek wraz z panią minister Beatą Kempą odwiedzał m.in. ośrodek onkologiczny dla dzieci w Duhok oraz obozy dla chrześcijan, ja z Karoliną – naszą wolontariuszką – oraz Shamo i Laithem (który mam wrażenie zna każdego w Khanke)  wybraliśmy się na spotkanie z rodzinami. Przypomnę, że w listopadzie i grudniu ubiegłego roku zakupiliśmy 80 jazydzkim rodzinom zwierzęta hodowlane – po 2 owce, 2 kozy i 4 kury, wraz z wybudowaniem zagrody i zapasem paszy na 4 miesiące (wszystkich, którzy odwiedzają nas po raz pierwszy zapraszam do poniższego linku). Zdążyć przed zimą – Rozpoczęliśmy zaopatrywanie 80 rodzin w zwierzęta hodowlane Prace wciąż trwały, więc zawitaliśmy do pierwszych 23 rodzin, które już otrzymały zwierzęta. Projekt był w połowie, ale efekty były widoczne. Dla części z nich, mieszkających po sąsiedzku, stawialiśmy jedną zagrodę na dwie, trzy rodziny. Te, które mieszkały dalej od siebie, miały...