Warto im pomagać – Podsumowanie wyjazdu do Iraku

Warto im pomagać – Podsumowanie wyjazdu do Iraku

Plan podróży zakładał cztery większe przystanki. W Khanke, w którym mieliśmy sprawdzić sytuację jazydzkich przesiedleńców, w Teleskuff – chrześcijańskim miasteczku przy granicy Iraku i Kurdystanu oraz Duhok i Erbilu. W dwóch ostatnich naszym głównym zadaniem było odbycie kilku spotkań z organizacjami, z którymi współpracujemy. Jak zwykle przy wyjazdach do Iraku plan był tylko ogólnym zarysem. Miałem świadomość, że na miejscu sytuacja wszystko zweryfikuje. Przeczucie mnie nie myliło. Pożar w Khanke zmusił nas do natychmiastowej reakcji i zmiany założeń podróży, ale po kolei… Gdy tylko dotarliśmy na lotnisko w Erbilu, na miejscu już czekali na nas Dakhil i Laith. Z uśmiechem na twarzy wyściskali nas jak najbliższych przyjaciół i mimo późnej pory za punkt honoru postawili sobie znaleźć miejsce, gdzie będziemy mogli coś zjeść po dosyć długiej podróży. Obaj współpracują z nami przy projektach w Khanke i muszę przyznać, są właściwymi ludźmi.   Po dotarciu na miejsce pozwoliliśmy sobie na dwugodzinną drzemkę i skoro świt ruszyliśmy do pierwszego punktu naszej wyprawy – ośrodka Ourbridge. Nie będę się rozpisywał na temat ośrodka. Część informacji możecie znaleźć w podanym linku (czytaj tutaj). Widok, jaki tam zastaliśmy naładował nasze baterie i pozwolił zapomnieć o zmęczeniu. Ponad 250 dzieci i wdów wyzwolonych z rąk ISIS, codziennie uczy się tutaj i miło spędza czas. Plan zajęć dla dzieciaków dzieli się na dwie części – poranną i popołudniową. Są zajęcia plastyczne, lekcje matematyki, biologii i języka angielskiego. Kobiety uczą się szycia i tworzą drobne rękodzieła. Wypytaliśmy nauczycieli i wychowawców o pracę oraz potrzeby ośrodka i bez wątpliwości, chórem stwierdziliśmy, że to miejsce jest doskonałym przykładem pomocy ofiarom terrorystów. Wojtek – nasz operator – biegał z kamerą,...
Wizyta w Teleskuff i niespodziewany powrót do Khanke

Wizyta w Teleskuff i niespodziewany powrót do Khanke

Po opuszczeniu Khanke pojechaliśmy do chrześcijańskiej miejscowości Teleskuff, która podczas wojny z ISIS pełniła rolę koszar wojsk kurdyjskiej Peshmergi. Dopiero na początku ubiegłego roku pierwsze rodziny zaczęły powracać i odbudowywać swoje domy. Moje pierwsze wrażenia były bardzo pozytywne. Na obrzeżach nadal można dostrzec ostrzelane przez karabiny i moździerze budynki, żywy pomnik toczącego się tu niegdyś konfliktu. Dalej jest jednak zdecydowanie lepiej. Wokół uprzejmi ludzie, którzy kłaniają się i pozdrawiają. Czyste, zadbane ulice i niespotykany nigdzie indziej spokój jest widoczny w całym mieście. Miejscowość z każdej strony otaczają posterunki wojskowe z żołnierzami strzegącymi bezpieczeństwa. Kiedy rok temu, gdy przekraczaliśmy posterunek prowadzący do miasta zniszczenia były widoczne na każdym kroku. Wtedy do Teleskuff wróciło około dwustu rodzin. Dziś jest ich ponad dziewięćset.   To jedna z niewielu miejscowości, gdzie na prawdę widać różnicę. Choć kilka budynków jest zniszczonych i czeka je rozbiórka, miasto powraca do dawnej świetności. Wewnątrz miasteczka życie toczy się wolnym, wręcz ospałym tempem, głównie ze względu na panującą temperaturę. W tej miejscowości naszym głównym zadaniem było rozeznanie w sytuacji oraz sprawdzenie potrzeb mieszkańców. Kilku rodzinom pomogliśmy tutaj stanąć na nogi, za co lokalni liderzy byli nam bardzo wdzięczni. Prośby mieszkańców nie są wygórowane. Ich jedyną bolączką jest brak opieki medycznej. Najbliższy szpital jest w Duhok, oddalonym od Teleskuff o ponad godzinę jazdy. Do drugiego, w Mosulu niedawno zamknięto drogę. Nikt nie chciał podać powodu, a ja nie dopytywałem. Niektóre tematy są trudne do zrozumienia dla obcych. Wieczorem sygnał Messengera zabrzmiał kilkukrotnie. Nasi jazydzcy przyjaciele wysłali nam zdjęcia z tragedii jaka rozegrała się w obozie dla przesiedleńców w Khanke, który niedawno opuściliśmy. W wyniku awarii instalacji elektrycznej zapalił się...
„Dziękujemy Orlej Straży, dziękujemy Polakom” – raport z wyjazdu do Iraku

„Dziękujemy Orlej Straży, dziękujemy Polakom” – raport z wyjazdu do Iraku

Cytowane w temacie tego posta słowa słyszeliśmy wczoraj i dzisiaj dziesiątki razy. Nie po wdzięczność jednak tu przyjechaliśmy. Naszym zadaniem jest dokumentacja wszystkich naszych dotychczasowych działań wspierających ofiary terroryzmu w Iraku. Nasza ekipa składająca się z czterech osób to: Wojtek – operator oraz fotograf, Piotr – ratownik medyczny, Darek dokumentujący wszystko niczym protokolant oraz ja – Dawid – wolontariusz fundacji, który opisze Wam jaką sytuację tutaj zastaliśmy. Szef, wódz, głównodowodzący Bartek Rutkowski odprowadził nas na stację kolejową w Gdańsku skąd wyruszyliśmy w trwającą blisko dwadzieścia godzin podróż. W moje ręce wręczył teczkę zadań, a gdy załadowaliśmy się już do pociągu, przez okno wykrzykiwał ostatnie wskazówki. Lotnisko w Irbilu przywitało nas duchotą i ciężkim do oddychania powietrzem. Nasz kierowca już był na miejscu, aby zabrać nas w miejsce, do którego nikt z nas, nawet w koszmarach nie chciał by trafić. Khanke, bo o tej miejscowości mowa to niewielka wieś, wokół której rozciąga się bezkres namiotów i prowizorycznych budyneczków. Tam w skrajnie niekorzystnych warunkach żyje blisko 16 000 jazydów, którzy uciekli przed ISIS. Niektórzy radzą sobie lepiej, inni gorzej. Najcięższą sytuację mają samotne matki z małymi dziećmi. Zanim jednak tam dotarliśmy czekało nas miłe przyjęcie. Dostaliśmy materace do spania i kuchnię oraz toaletę do naszej dyspozycji. W tutejszych warunkach nie każdy może pozwolić sobie na taki „luksus”. Dwie godziny drzemki po podróży musiały wystarczyć. Zabraliśmy potrzebne rzeczy i ruszyliśmy do ośrodka edukacyjnego współprowadzonego przez nas oraz fundację Ourbridge. Tam swój popis miał dać Wojtek, który nie opuszczał kamery nawet na moment. Krótka rozmowa z nauczycielami i uczniami ośrodka dała nam jasny przekaz – to co dla nich robimy ma ogromny sens....
Potężna nawałnica spustoszyła obozy dla przesiedleńców – potrzebna pilna pomoc

Potężna nawałnica spustoszyła obozy dla przesiedleńców – potrzebna pilna pomoc

Burza i towarzysząca jej ulewa nawiedziła m.in. region Gór Sindżar oraz okolice obozu w Khanke. Trwająca trzy godziny nawałnica zamieniła górskie stoki w rwącą rzekę. Ucierpiało wiele obozów dla jazydzkich przesiedleńców. To wielka tragedia dla tysięcy rodzin, które od ponad trzech lat mieszkają na zboczu gór. Uciekli przed terrorystami z ISIS, jednak nadal los nie jest dla nich łaskawy. Cały ich skromny dobytek w mgnieniu oka zabrała woda.     W tym momencie zniszczenia są trudne do oszacowania, jednak już wiadomo, że wiele rodzin straciło dosłownie wszystko. Niektórym udało się uratować część dobytku, ale ich namioty nie ocalały. Pozostali bez jedzenia, dostępu do środków medycznych oraz dachu nad głową. Obrazy jakie otrzymaliśmy z Iraku, ukazują straszliwy widok. Nie było czasu na ratowanie czegokolwiek. Rodziny z dziećmi uciekały przed falą powodziową ratując własne życie. W obozie Sardashty, w którym mieszka prawie trzy tysiące rodzin, zniszczone zostały dziesiątki namiotów. Burza dotarła również do obozów w Khanke, Shariya, Kabarto i innych. Opadom deszczu towarzyszy porywisty wiatr. Nie ma w tej chwili możliwości rozpoczęcia usuwania skutków nawałnicy. Rodziny, które straciły dach nad głową koczują w zaimprowizowanych schronieniach. Sytuacja, w jakiej od ponad trzech lat znajdują się jazydzi, naraża ich na kolejne kataklizmy. Jedynym rozwiązaniem jest odbudowa ich domów i pomoc w stworzeniu warunków do normalnego...
Tydzień temu zakończono projekt naprawy sieci elektrycznej w miejscowości Wardiya –  Orla Straż sfinansowała przywrócenie elektryczności w kolejnej miejscowości w Iraku

Tydzień temu zakończono projekt naprawy sieci elektrycznej w miejscowości Wardiya – Orla Straż sfinansowała przywrócenie elektryczności w kolejnej miejscowości w Iraku

Życie bez elektryczności w surowym, górskim klimacie w rejonie Gór Sindżar na Północy Iraku jest praktycznie niemożliwe. Zimą, aby przetrwać, mieszkańcy muszą ogrzewać swoje domy za pomocą pieców elektrycznych lub na paliwa płynne. Z dostawą nafty zazwyczaj są problemy (o zaopatrywaniu mieszkańców tego regionu w paliwo do ogrzewania pisaliśmy na naszym facebooku), a jedyną alternatywą jest wtedy prąd. Innym istotnym problemem jest też fakt braku kanalizacji. Wodę pozyskuje się ze studni albo dowozi beczkowozami z oddalonych źródeł. Aby móc korzystać z wody w domach, potrzebne są pompy, a te wymagają zasilania elektrycznego.   film pt. „Przywrócić życie” zrealizowany przy współpracy z Fundacją Pomocy Dzieciom w Żywcu, opowiadający o realizacji projektu elektryfikacji wsi Jafriyya. W październiku ubiegłego roku, dzięki współpracy z organizacją Yezidi Human Rights Organization, możliwe było przywrócenie elektryczności we wsi Jafriyya (patrz tutaj). Na początku kwietnia udało się doprowadzić prąd do kolejnej miejscowości – Wardiya. Koszt całego projektu wyniósł 2900$ (około 10000PLN). Obejmował on doprowadzenie prądu z oddalonej o 3 km sąsiedniej miejscowości oraz naprawę uszkodzonych 10 km linii energetycznej wewnątrz wsi. Prace, prowadzone przez 6 osobowy zespół, trwały 20 dni a ich efektem jest przywrócenie elektryczności dla ponad tysiąca mieszkańców. Przed wojną w miejscowości Wardiya mieszkało 10000 osób. Tak jak w wielu miejscowościach w rejonie Sindżaru prądu nie było tutaj od najazdu ISIS w 2014 roku. Teraz, na wieść o ponownym podłączeniu elektryczności, kolejne rodziny będą miały możliwość powrócić do domu....