Orla Straż współfinansowała zakup autobusu szkolnego dla dzieci w Khanke

Orla Straż współfinansowała zakup autobusu szkolnego dla dzieci w Khanke

Dla setek dzieci ośrodek w Khanke jest miejscem, gdzie codziennie uczą się i bawią. Część mieszka tu na stałe, wiele dociera z pobliskiego obozu dla przesiedleńców. Od początku kwietnia zdecydowanie szybciej i bezpieczniej docierają na zajęcia. Mają do dyspozycji autobus szkolny, którego zakup współfinansowaliśmy. Obóz pod Khanke jest największym obozem dla uchodźców w Irackim Kurdystanie. Za jego ogrodzeniem oraz w dzikich siedliskach wokół mieszka ponad dwadzieścia tysięcy osób.   Ta niewielka miejscowość niedaleko półmilionowego Duhok, stała się w 2014 roku schronieniem dla uciekinierów z Sindżaru oraz innych zajętych przez ISIS terenów. Miało to być miejsce przejściowego pobytu, tymczasowym domem. Mijają cztery lata od tamtych wydarzeń. Państwo Islamskie zostało wyparte z ich ziem, ale oni wciąż nie mogą powrócić. Sindżar jest w ruinie. Marzenia o ujrzeniu ojczystej ziemi trzeba przełożyć. Nie mając innego wyjścia próbują adaptować się do nowej, choć trudnej sytuacji. Starają się pracować, posyłać dzieci do szkoły i żyć dalej. Są przypadki, w których trauma jest tak głęboka, że nie wytrzymują psychicznie i podejmują próby samobójcze. Naszym zadaniem jest dać im nadzieję i pokazać, że ich los nie jest nam obojętny. Jak pokazały zajęcia organizowane od września ubiegłego roku, dzieci bardzo chętnie się uczą. Ośrodek w Khanke bardzo im w tym pomaga. Na ich twarzach co raz częściej pojawia się uśmiech. Nie wiadomo jak długo tutaj pozostaną, więc trzeba dołożyć starań, aby w przyszłości byli gotowi do odbudowy swoich miast a potem całego kraju. W ośrodku edukacyjnym pracują miejscowi nauczyciele i wychowawcy, którzy starają się zadbać o jak najlepsze warunki dla swoich podopiecznych. Potrzeby są ogromne, jednak wraz z fundacją OurBridge staramy się robić wszystko, aby zapewnić dzieciom...
Mają tyle, ile zdołali ze sobą zabrać, gdy najeźdźca palił ich dom – teraz dzięki Orlej Straży kolejne rodziny mogą zacząć od nowa.

Mają tyle, ile zdołali ze sobą zabrać, gdy najeźdźca palił ich dom – teraz dzięki Orlej Straży kolejne rodziny mogą zacząć od nowa.

Podczas każdego wyjazdu do Iraku staraliśmy się jak najlepiej poznać ludzi, którym zdecydowaliśmy się pomagać. Spaliśmy wraz z nimi na podłodze, wspólnie jedliśmy posiłki i godzinami rozmawialiśmy o tym, jak można im pomóc. Poznaliśmy ich potrzeby i marzenia. Najczęściej chcieli po prostu wrócić w rodzinne strony i zacząć od nowa. Niektórzy myśleli o wyjeździe, o pozostawieniu koszmarnych wspomnień daleko za sobą i poszukaniu szczęścia gdzie indziej. Im dziwiliśmy się najmniej, bo przecież każdy chce jak najlepszej przyszłości dla siebie i swoich dzieci. Po takich przeżyciach decyzja o wyjeździe wydaje się być zrozumiała, wręcz naturalna. Wielu jednak pragnie zostać. Planują odbudować dom, posłać dzieci do szkoły i żyć tak jak kiedyś. Niestety nie jest to takie proste. Obecnie mieszkają w namiotach, w ponurej rzeczywistości obozów lub w zrujnowanych pustostanach wokół nich. Często czekają na jakiekolwiek wieści o zaginionych członkach rodziny. Ich rodzinne miejscowości są zniszczone. W miastach – widmach, z których uciekli długo jeszcze nie będzie tak jak przed wojną. Tysiące rodzin jest jednak gotowych do powrotu. Potrzebują tylko, aby ktoś pchnął ich na właściwe tory i dał nadzieję. Ich dramat czasem dociera do światowych mediów, jednak rzadko dostają zwrotnie jakieś wsparcie. Pomóc odbudować ich świat może każdy z nas. W myśl słów Ronalda Reagana – „Nie możemy pomóc każdemu, ale każdy może pomóc komuś”.   „Dobra praca” – tak sami uchodźcy nazwali program pomocowy, który od sierpnia zeszłego roku wraz z nimi realizujemy. Przez osiem miesięcy jego trwania, kilku rodzinom w Karakosz (oraz pobliskiej Bartelli), skąd wzięła się inicjatywa (patrz tutaj), udało nam się zakupić wyposażenie, aby mogli rozpocząć samodzielną działalność. Korzystają na tym również pozostali mieszkańcy, którzy mają...
Uniknęli masakry w Sindżarze, teraz mieszkają w obozie Esiyan i potrzebują wsparcia

Uniknęli masakry w Sindżarze, teraz mieszkają w obozie Esiyan i potrzebują wsparcia

Trudno uwierzyć, że kobieta na powyższym zdjęciu ma 37 lat. Smutek, łzy i choroba zmieniły jej twarz, postarzając o przynajmniej dekadę. Nazywa się Khoke i jest matką jedenaściorga wspaniałych dzieci. Mieszkają w skromnym namiocie w obozie Esiyan. Jej mąż został zamordowany w sierpniu 2014 roku, gdy islamski kalifat zaatakował Sindżar. Wraz z dziećmi udało jej się uniknąć masakry i mimo, że była wtedy w ciąży, przedostali się przez góry do bezpiecznego miejsca. Ciężką podróż okupiła uszkodzeniem kręgosłupa i ogromnym bólem, uniemożliwiającym samodzielną egzystencję.   Nie jest w stanie podnieść własnego dziecka, czy wykonać nawet prostych czynności. Cały obowiązek opieki nad nią i rodzeństwem musiał przejąć najstarszy, dziewiętnastoletni syn. Aby zapewnić im byt, własnoręcznie wybudował z kilku stalowych prętów i blachy pomieszczenie, w którym otworzył mały punkt ksero. To jedyne źródło utrzymania całej rodziny. Mimo to nie poddają się. W marcu odwiedziliśmy ich po raz pierwszy. Niespełna trzyletnia córeczka Khoke nie opuszczała objęć swojej mamy, szukając dotyku, który zapewniał jej poczucie bezpieczeństwa. Osiemnastoletni wtedy syn marzył o otwarciu niewielkiego zakładu, dzięki któremu mógłby zarobić pieniądze na utrzymanie rodziny. Nie mógł znaleźć stałej pracy. W obozie Esiyan każdy jej szuka. Wszyscy potrzebują choćby dorywczego zajęcia, bo tam nikt nie otrzymuje wsparcia w formie finansowej. Chłopak był jednak uparty i udało mu się postawić prowizoryczny, blaszany pawilon i rozpocząć działalność. Używany komputer i drukarkę otrzymał od wujka, który kiedyś prowadził biuro. Teraz jest w stanie zarobić tyle, aby kupić jedzenie dla siebie, mamy i rodzeństwa. Niestety na nic innego już nie wystarcza, a potrzeby przerastają ich możliwości. Khoke wymaga operacji, która kosztuje 2400 dolarów. Takiej sumy nigdy nie uda im się uzbierać....
W Khanke powstał sklep z ubraniami tworzonymi przez kobiety wyzwolone z rąk terrorystów

W Khanke powstał sklep z ubraniami tworzonymi przez kobiety wyzwolone z rąk terrorystów

We wrześniu ubiegłego roku wraz z fundacją Shengal Charity Organization zorganizowaliśmy pierwszy kurs szycia dla jazydzkich kobiet, które zostały wyzwolone z rąk terrorystów islamskich.  Dwa miesiące później, w miejscowości Khanke, we współpracy z fundacją Ourbridge otworzyliśmy świetlicę (patrz tutaj) dla nich oraz ich dzieci. Mogły tam doskonalić swoje umiejętności, a także uzewnętrznić piękno i koloryt jazydzkiej kultury. Kilka dni temu w Khanke fundacja SCO otworzyła sklep z ubraniami oraz ozdobami szytymi przez wspomagane przez nas kobiety – rezultat ich ciężkiej pracy.   Miejmy nadzieję, że pozwoli im to na samodzielne utrzymanie i co najważniejsze, przywróci poczucie własnej wartości. W niedalekiej przyszłości kolejny sklep powstanie w miejscowości Lalish – miejscu obdarzonym wyjątkową czcią przez jazydów i bardzo chętnie odwiedzanym przez podróżników z całego świata. Dochód ze sprzedaży wyrobów tworzonych przez ocalałe z niewoli kobiety będzie w całości przeznaczony dla nich. Warto tu również wspomnieć o dwóch niezwykłych kobietach – Nuri i Jalili. Choć nie mają jeszcze dwudziestu lat, zaznały w swoim życiu ogromnych cierpień. Obie były więzione przez terrorystów z ISIS. Teraz te dzielne dziewczyny muszą pokonać traumę, jaką przeszły.   Nuri wraz z rodziną została porwana, gdy miała piętnaście lat, w dniu, w którym ISIS dokonało ludobójstwa jazydów w Sindżarze. Ponad rok później ona i jej siostra zostały uwolnione, jednak dramat, jaki przeżyły, odbił na nich piętno. Siostra Nuri nie wytrzymała psychicznie i popełniła samobójstwo. Nuri nie udało się uzyskać schronienia w obozie. Dlatego wraz z ocalałymi członkami rodziny zmuszona była zamieszkać na jego obrzeżach. Niestety los jej ojca wciąż pozostaje nieznany. Jalila oraz dziesięć osób z jej rodziny trafiło do niewoli. Po trzech latach gehenny wraz z kilkorgiem...
„Pomoc ocalałym” – wspólny projekt fundacji Orla Straż oraz fundacji Dziecko i Rodzina

„Pomoc ocalałym” – wspólny projekt fundacji Orla Straż oraz fundacji Dziecko i Rodzina

W naszej świadomości istnieje pogląd, że najcięższą sytuację życiową mają rodziny, które zmuszone są mieszkać w obozach. Prawda jest jednak zupełnie inna. Te osoby, którym udało się dostać do takich miejsc mają zapewnione – choć często i tak w niewystarczającym stopniu – podstawowe potrzeby jak woda pitna czy wyżywienie. Prawdziwy dramat rozgrywa się poza obozem, w miejscach, gdzie ludzie zdani są tylko na siebie. Takich osób, w tym chorych, niepełnosprawnych czy samotnych matek z małymi dziećmi są tysiące.   Z różnych przyczyn nie udało im się znaleźć schronienia w bardziej zorganizowanych strukturach, a stary namiot, czy zniszczony strych lub garaż stały się ich domem. Tam większość organizacji pomocowych zwykle nie dociera. Mieszkańcy tych zapomnianych miejsc często nie są w stanie sami zwrócić się o wsparcie, nie mają do kogo. Czują się opuszczeni. Naszym celem jest odnalezienie takich ludzi i przywrócenie im nadziei. Zazwyczaj wystarczy podać pomocną dłoń i zadbać o zaspokojenie podstawowych potrzeb. Dalej będą w stanie sami sobie poradzić. Cztery najuboższe rodziny dzięki wsparciu fundacji Dziecko i Rodzina zaopatrzyliśmy w zwierzęta hodowlane oraz podstawowe wyposażenie. We współpracy z fundacją Shengal Charity Organization udało się również zorganizować kolejny kurs szycia maszynowego i ręcznego dla kobiet wyzwolonych z niewoli oraz zajęcia dla ich pociech, a także kurs dziewiarstwa i zajęcia dla dzieci w sierocińcu. Początkiem ich dramatu był – tak jak większości Jazydów – 3 sierpnia 2014. Dzień barbarzyńskiego najazdu terrorystów islamskich, którego skutkiem była śmierć, niewola lub przymusowy exodus tysięcy z nich. Te rodziny przetrwały niewolę, choć wciąż czekają na jakiekolwiek informacje o najbliższych, nadal przebywających w rękach ISIS lub zamordowanych i pogrzebanych w niewiadomym miejscu.   *Jazydzi uciekający...