3/8 – Ludobójstwo, o którym świat zapomniał

3 sierpnia 2017 | Bez kategorii

UWAGA! Materiał zawiera treści drastyczne i nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich.

Długa i zawiła historia Jazydów pełna jest gwałtownych i tragicznych wydarzeń. W ich pamięci nie brakuje dat szczególnie bolesnych. Jedną z nich bo wciąż bardzo świeżą jest 3 sierpnia 2014 roku.

Dokładnie trzy lata temu ISIS dokonało rzezi w Sindżarze, barbarzyńsko mordując setki bezbronnych cywilów. Tysiące kobiet i dzieci dostało się do niewoli, w której część z nich przebywa do dziś lub ich los jest nieznany. Tym, którym udało się uciec przyszło żyć w skrajnie niekorzystnych warunkach. W przepełnionych obozach, które w zamyśle miały być tymczasowe na niewielkich powierzchniach mieszkają kilkuosobowe rodziny, często z małymi dziećmi. Bez dostępu do lekarzy, czasem bez bieżącej wody i z wielogodzinnymi przerwami w dostawach elektryczności. Tysiące potrzebujących nie otrzymało miejsca nawet tam i żyją w prowizorycznych schronieniach od trzech lat.

Świat kolejny raz odwrócił wzrok udając, że nie widzi tej potwornej zbrodni. Dziś wiemy jak ogromne miało to konsekwencje. Brak szybkiej i zdecydowanej reakcji na te wydarzenia odebrał Jazydom nadzieję, odebrał wiarę w lepszą przyszłość.

Przypomnijmy sobie jak Jazydzi sto lat temu ratowali prześladowanych chrześcijan w rejonie Góry Sindżar.

To mało znany epizod choć mający wielkie znaczenie.

W 1915 roku Imperium Osmańskie postanowiło dokonać rzezi chrześcijan zamieszkujących jego tereny.

W zaplanowanym ludobójstwie zginęło ok. miliona ludzi mordowanych bez litości ze zwierzęcym okrucieństwem. W tym morzu terroru była jedna wyspa, która dawała schronienie i możliwość przeżycia. Była to rejon Góry Sindżar zamieszkały przez Jazydów. Ich główny przywódca Hammo Szarro podjął decyzję bezinteresownej pomocy mordowanym. Dzięki książce „SEYFO – Ludobójstwo, o którym nie wolno mówić”, opartej na rękopisie świadka tych wydarzeń Abeda Msziho Nemana, można poznać tą niewiarygodną historię.

Fragment „SEYFO – Ludobójstwo, o którym nie wolno mówić”:

Tam, na Górze Sindżar, Jazydzi przyjmowali ich (uciekinierów) radośnie i gościnnie. W ratowanie uciekinierów najbardziej zaangażował się wódz Jazydów Hammo Szarro. Z tego człowieka wylewała się miłość, dobroć, filantropia; dzielił się z nimi tym, czym dysponował: dawał mieszkania, zaopatrywał w niezbędne środki do życia, a także pracę, która zapewniała utrzymanie, a nawet zbudował obszerny dom, który służył jako szpital dla chorych i wycieńczonych, a także zorganizował zbiórkę datków od innych chrześcijan, przeznaczoną na utrzymanie szpitala. (…)

W marcu 1916 roku do Góry Sindżar przybyło także wielu niedobitków i uciekinierów ormiańskich głównie z miejscowości Szaddada i Der ez-Zor oraz pobliskich wsi. (…) Niektórzy muzułmanie, źle życzący chrześcijanom, nieraz celowo wskazywali im złą drogę lub przetrzymywali na pustkowiu, w pobliżu Góry, aby zmarli z głodu i pragnienia. Dowiedziawszy się o takich przypadkach, Jazydzi schodzili do miejsc przetrzymywania nieszczęśników, którzy byli nadzy, bosi i wycieńczeni, i po porozumieniu się z lokalnymi muzułmanami zabierali ich lub odbijali siłą i dołączali do tych, którzy przebywali na Górze. Zdarzało się, że uciekinierów na pustkowiu pilnowali Kurdowie. Wtedy dochodziło do walk między nimi a jezydami, którzy próbowali ratować przetrzymywanych, szczególnie dzieci.

Jazydzi organizowali wypady partyzanckie gdy tylko była możliwość odbicia uwięzionych chrześcijan. Bronili ich z bronią w ręku gdy siły Tureckie zaatakowały Górę Sindżar. Góra została w końcu zdobyta, ale wcześniej udało się z niej ewakuować chrześcijanom, którzy przebywali tam łącznie 1,5 roku. Następnie wskutek walk partyzanckich Jazydzi odbili ją. W tekście manuskryptu Jazydów określa się jako „ludzi o dobrych sercach” znanych ze swej dobroci, filantropii i miłosierdzia.

Bardzo łatwo jest zapomnieć, powiedzieć, że przecież mnie to nie dotyczy. A jednak… Może właśnie teraz przyszedł czas na naszą kolej w ratowaniu tych, którzy znaleźli się na krawędzi.

Sytuacja Jazydów mieszkających w obozach i poza nimi jest dramatyczna a pomoc wciąż niedostateczna.

Wiele osób doprowadzonych do skrajności, nie widząc nadziei odbiera sobie życie lub podejmuje próby samobójcze. Nadal los setek lub nawet tysięcy osób, jest nieznany. Rodziny czekają na wieści o swoich bliskich, z którymi utracili kontakt. Zapewne w ciągu najbliższych lat zostaną odkryte masowe groby pomordowanych, tak jak to miało miejsce po II wojnie światowej czy choćby po wojnie w byłej Jugosławii.

Ci, którzy żyją potrzebują i nadal będą potrzebować naszej pomocy… Co My możemy zrobić? Spektrum podejmowanych działań musi być bardzo szerokie.

Od pomocy doraźnej, w tym finansowej, pomocy w leczeniu i zakupu leków po zakup całorocznych namiotów z fundamentami. Każdy człowiek, któremu bliskie są prawa człowieka powinien pomóc tym ludziom. Najczarniejszą karta tej historii jest pozostawienie wielu osób odzyskanych z niewoli ISIS bez pomocy ekonomicznej i psychologicznej.

W tej chwili staramy się pomagać naszym Braciom tak jak umiemy. Do wsi w Sindżarze być może uda się doprowadzić prąd, do rodzin uwolnionych z rąk terrorystów dostarczyć pomoc i nadzieję. Ale potrzebujemy Waszej pomocy. Po prostu opowiedzcie historię tych dzielnych ludzi następnej osobie i nie pozwólcie o nich zapomnieć!

Zaraz po powrocie z ostatniej wyprawy otrzymaliśmy informacje od naszych przyjaciół z YHRO (Yezidi Human Rights Organization – Jazydzka Organizacja Praw Człowieka) o tym jak pieniądze, które Państwo przekazali za naszym pośrednictwem zostały rozdzielone wśród najbardziej potrzebujących.

Jedna z rodzin uwolniona przed niespełna dwoma tygodniami z niewoli daesh otrzymała m.in. lodówkę, kuchenkę gazową z zapasem butli oraz pieniądze na bieżące potrzeby. Jako, że od nowa muszą adaptować się do życia ta pomoc była dla nich niezbędna. Kobieta, która była kiedyś pielęgniarką, poprosiła o 50 dolarów na lekarstwa dla dwójki małych dzieci.

Przy okazji polecamy Państwu książkę pod tytułem: „SEYFO – Ludobójstwo o którym nie wolno mówić”. Tłumaczem książki jest Pan profesor Michael Abdalla, którego rodzinę ocalili od ludobójstwa właśnie Jazydzi.

Fotografie z ludobójstwa zostały nam przekazane przez naszych Jazydzkich przyjaciół w 2016 roku.

Pin It on Pinterest

Share This

Udostępnij

Podziel się tym z przyjaciółmi!