Będziemy wracać z pomocą tak długo jak się da

25 lipca 2017 | Orla Straż w Iraku

Trzeci i zarazem ostatni raport z wyprawy Orlej Straży do Irackiego Kurdystanu jest szary, ponury i przytłaczający jak rzeczywistość ludzi, których on dotyczy.

Jazydzi, bo o nich mowa, wciąż są w dramatycznej sytuacji, w której coraz ciężej dostrzec jakąś nadzieję. Tych ludzi pozbawiono wszystkiego, poddano próbie… Czy zostawimy ich samym sobie? Czy zapomnimy? Stawka jest wysoka bo życie ludzkie jest bezcenne.

Ostatni raport ukazuje się z opóźnieniem. Szczerze mówiąc nie wiedzieliśmy co napisać.

Odwiedziny wśród naszych chrześcijańskich i kurdyjskich przyjaciół były w znacznej mierze radosne i dawały nadzieję. Tymczasem Jazydzi w 2014 roku trafili do przedsionka piekła i wielu z nich nadal tam pozostaje.

Świat pomimo, że uznał dokonane na nich ludobójstwo niewiele dla nich robi.

Odwiedzaliśmy ludzi, którym pomagamy i widzieliśmy tragedię przekraczającą nasze możliwości pomocy. Dzięki pieniądzom z Polski kobieta samotnie wychowuje swoje dzieci. Wykupiona rok temu z niewoli ma gdzie mieszkać i co jeść i jest nam za to bardzo wdzięczna. Ale ściany i kalorie to tylko początek. Człowiek nie jest zwierzęciem i do życia potrzebuje znacznie więcej. Minimum to nadzieja, a tej wielu Jazydów po prostu nie ma. Nasza gospodyni w czasie ostatnich 10 miesięcy podjęła dwie próby samobójstwa. Ostatnim razem pchnęła się dwukrotnie nożem i spędziła 12 dni w szpitalu. Żegna nas słowami „dziękuję Wam za wszystko, ale gdyby nie moje dzieci dawno bym nie żyła”. Mieliśmy zrobić zdjęcia i nagrać film z udzielonej pomocy. Zamiast tego wychodzimy w ciszy. U sąsiedniej rodziny w kolejnym namiocie żałoba. Tam kobiecie „udało” się dołączyć do siostry zamordowanej wcześniej przez ISIS.

Wiele osób nadal pozostaje w niewoli lub ich los jest nieznany.

Czternaście i dzwadzieścia jeden – tyle osób nie wróciło z rodzin, z którymi się spotykamy. Ci, którzy przeżyli nie mają nadziei i żyją na skraju wegetacji. Quassim, którego operacje sponsorowaliśmy żyje i leży obok nas na podłodze. Jednak jego układ trawienny nadal nie funkcjonuje prawidłowo. Miejscowi lekarze zamiast leków zapisali mu silne środki wypróżniające. Obiecujemy dalszą pomoc i prosimy o ponowne zebranie dokumentacji medycznej. Matka dziękuję nam, prosi jednak o próbę wyleczenia jedynego syna. Kolejna rodzina, którą opiekujemy się od miesięcy to troje dzieci niepełnosprawnych. Byli w niewoli ISIS. Oprócz naszego wsparcia przez 3 lata dostali… dwa małe wodne klimatyzatory. Nastoletnia Jazydka pokazuje nam nagrany telefonem komórkowym film z jej zniszczonego domu w Sindżarze, który miała możliwość odwiedzić po raz pierwszy od trzech lat. Spalone meble, książki i zabawki po prostu wszystko co się dało.

Boję się to pokazać mamie, tata jest silniejszy może jemu się odważę.

Odwiedzamy Jazydów z miejscowych organizacji charytatywnych. Jedna z nich prosi nas o pomoc w dociągnięciu elektryczności do wsi w rejonie Sindżaru.

Cały projekt to ok. 18 tys. Złotych – dla nich suma nieosiągalna. To minimum by ludzie mogli myśleć o powrocie do domu. Druga fundacja słyszała o naszym pomyśle szwalni dla kobiet uwolnionych z niewoli. Proszą o pomoc w uruchomieniu takiej samej na miejscu. Jeśli tylko uda nam się zebrać środki… Na pożegnanie odwiedzamy świątynie Lalisz. Tam Jazydzi modlą się o poprawę losu swoich rodzin.

Odjeżdżamy nie wykonawszy części dokumentacji. Po prostu nie jesteśmy w stanie filmować czy robić zdjęć w takiej sytuacji.

Ale wiemy, że trzeba pomóc w każdy możliwy sposób. Ci ludzie 100 lat temu ocalili dziesiątki tysięcy chrześcijan mordowanych przez Imperium Osmańskie. Dali schronienie w swoich wsiach i walczyli o ich życie. Dziś możemy się zrewanżować… tylko dlaczego jest nas tak mało? Czy naprawdę nie można wziąć pod opiekę chociaż dziewczyn wyzwolonych z rąk ISIS? Pytanie jest retoryczne – oczywiście, że można tylko świat nie widzi w tym interesu. Wiemy, że będziemy wracać z pomocą tak długo jak się da. Daj Boże z pomocą innych.

Pin It on Pinterest

Share This

Udostępnij

Podziel się tym z przyjaciółmi!