fbpx

Gry planszowe, jako wsparcie edukacji. Czy projekt zdał egzamin?

31 lipca 2021 | Edukacja, Orla Straż w Iraku

Dzieci mają naturalną zdolność do nauki i szybkiego przyswajania nowych umiejętności. Jeśli dodatkowo są one przekazywane w sposób przystępny, np. w formie zabawy, to edukacja może być dla nich przyjemnością.

Sam od lat jestem fanem gier planszowych. Dawno temu zacząłem się zastanawiać, jak przenieść walory edukacyjne planszówek na grunt naszej działalności. Wspieramy kilka ośrodków edukacyjnych, m.in. w OurBridge w Khanke oraz Springs of Hope w Shariyi. Niedawno otworzyliśmy swoje własne Centrum w Sardashty w Górach Sindżar. Do wszystkich tych miejsc przychodzą dzieci, które mieszkają w obozach dla przesiedleńców lub w małych miejscowościach. Nie ma tam zbyt wielu rozrywek. Place zabaw, jeśli w ogóle są, wzbudzają politowanie i powstały chyba tylko po to, aby ktoś mógł otrzymać dofinansowanie na projekt „dla dzieci”.

Podopieczni wspomnianych placówek mają za sobą traumatyczne przeżycia i ważnym aspektem, oprócz samej edukacji, jest zapewnienie im bezpiecznej i przyjaznej przestrzeni do nauki. Nie da się zrekompensować im lat spędzonych w niewoli i wymazać przerażających wspomnień, ale życie jest tu i teraz. Warto, więc szukać dróg, które pozwolą im choć na chwilę o tym wszystkim zapomnieć.

Jakie będą reakcje?

Po odwiedzeniu kilku miejsc i rozmowach z ludźmi, którzy otrzymali od nas wsparcie oraz wysłuchaniu kolejnych próśb o pomoc, przyszedł czas na odwiedzenie ośrodków dla dzieci i rozpoczęcie projektu planszówek.

Więcej na temat przebiegu pierwszej części wyjazdu możecie przeczytać tutaj: Jesteśmy tu, aby pomagać

Z samego rana ruszyliśmy do pierwszego ośrodka, czyli Springs of Hope, aby rozpocząć nasz projekt wspomagania edukacji dzieci przy pomocy gier planszowych. Warunki były trudne nawet dla nich. W kontenerach, z których zbudowano ośrodek, nie ma klimatyzacji, a działające nawiewy, zbijają temperaturę do około 40 stopni. Weszliśmy z duszą na ramieniu, niepewni jak odbiorą naszą propozycję. Już wcześniej grałem w gry planszowe z wieloma jezydzkimi dziećmi. Były to przeważnie synowie i córki naszych przyjaciół. Wszystkie były bardzo zadowolone i bardzo szybko załapały, o co chodzi. Czym innym jest jednak domowa atmosfera i zabawa ze znaną już sobie osobą, a czym innym zajęcia w ośrodku i to z obcym człowiekiem. Cały czas miałem też w pamięci, że przede mną są dzieci z rodzin po wielu dramatycznych przeżyciach.

Na zajęcia z nami zgłosili się ochotnicy. W ekipie, z którą przyjechałem, była dwójka młodych instruktorów, których celem było szkolenie animatorów. Ich zadaniem będzie z kolei organizacja zajęć po naszym wyjeździe i zbieranie danych, które pomogą nam ocenić, czy projekt się przyjął. Nasi młodzi instruktorzy od razu wyjęli z torby pierwsze gry i rozsiedli się na podłodze z miejscowymi instruktorami, którzy jednocześnie służyli za tłumaczy. Po 10 minutach już wiedziałem, że chyba odnieśliśmy sukces.

Tama nie pękła, ona została wysadzona. Dzieciaki w pełni zaangażowały się w gry, a instruktorzy byli pełni zapału. Dzieci prosiły wręcz o kolejne rozgrywki. Wszyscy momentalnie zapomnieliśmy o 40 stopniach spiekoty. Dwaj chłopcy początkowo sceptyczni i siedzący nieco z boku, już po chwili zaczęli grać w Abalone. To jest po prostu niesamowite, jak szybko dzieciaki łapią zasady.

Po godzinie zrobiliśmy małą przerwę, ale momentalnie pojawiła się kolejna grupa. Widać wieści o dobrej zabawie się szybko rozniosły. W końcu przyszedł czas na omówienie pierwszych wrażeń z menedżerką ośrodka – Lisą oraz instruktorami. Od razu padła decyzja o ściągnięciu na następny dzień kolejnego instruktora oraz psychologa. Jeszcze tego samego dnia po południu, pojechaliśmy do Alkusz, gdzie miejscowy nauczyciel również chciałby wziąć udział w projekcie. Tam jednak są teraz wakacje, więc rozpocznie się on we wrześniu. Po omówieniu szczegółów wybraliśmy się na wycieczkę po mieście. Ma ono ponad 2500 lat historii. Przez cały ten okres splatały się tu losy Asyryjczyków, chrześcijan, Żydów, a wszechobecny mistycyzm Bliskiego Wschodu widać na każdym kroku. Jego dokumentacją zajmuje się Michał Bożek, którego obecność tutaj jest dla nas bezcenna.

Nazajutrz wróciliśmy do ośrodka Springs of Hope w Shariyi. Po odprawie z instruktorami oraz młodym magistrem psychologii, którego specjalizacją jest psychologia dziecięca, mogliśmy zaczynać kolejny dzień zajęć. Mężczyzna opowiedział nam o swoich doświadczeniach z podopiecznymi placówki. Jego zadaniem jest praca z najtrudniejszymi przypadkami, a mówimy o dzieciakach wykorzystywanych seksualnie, przygotowywanych do zamachów samobójczych, bitych i torturowanych. Najmocniej ujęła to Lisa, mówiąc: Mamy tu nastolatków, którzy wiedzą jak obciąć człowiekowi głowę, a nie znają nazw kolorów. Okazuje się, że w ramach prowadzonych przez siebie zajęć wprowadził on już proste gry planszowe. Z uwagą słuchał wszystkich zasad w ramach pierwszej godziny zajęć poświęconej tylko instruktorom. Wtedy i w trakcie kolejnych dwóch godzin z dziećmi widziałem, jak w jego notesie rośnie liczba uwag i spostrzeżeń. Gdy wyjeżdżaliśmy, uścisnęliśmy sobie dłonie i usłyszeliśmy, że dostarczyliśmy narzędzia do jego pracy. To dla nas sukces sam w sobie. Ośrodek otrzymał zestaw 26 gier i puzzli, które wyselekcjonowaliśmy jeszcze w Polsce. Przygotowaliśmy też angielskie instrukcje, które wraz z opisem projektu oraz arkuszem ewaluacyjnym, zostały przygotowane dla każdego z ośrodków na osobnym pendrivie. Łącznie przywieźliśmy ponad 120 gier i układanek ważących 75 kg. Samo ich zakupienie i spakowanie w sposób umożliwiający transport, zajęło nam dwa dni przed wyjazdem.

Następnym przystankiem był dobrze znany Wam ośrodek Ourbridge w Khanke. Przyjechaliśmy wieczorem, więc wykorzystaliśmy sprzyjające warunki i zaprosiliśmy do siebie pięciu instruktorów. Oprócz trójki ochotników z OurBridge przyszli również Shamoo oraz Khairi, którzy opiekują się naszym Centrum w Sardashty. Siedzieliśmy kilka godzin, tłumacząc im szczegóły projektu i zasady każdej z gier. Rano, gdy przyszło do zajęć, mieliśmy już wyszkolonych instruktorów. Gry bardzo się spodobały. Dzieciaki dosłownie próbowały sobie je zabierać. Musiałem przerwać i poprosić o tłumaczenie, że wszystkie gry są od teraz ich, i zostają po naszym wyjeździe. To je uspokoiło. Dodam, że była to grupa dziesięciolatków, czyli młodsze dzieci niż te, z którymi pracowaliśmy wcześniej.

W sumie oprócz instruktorów, w zajęciach wzięło udział około 50 dzieciaków w wieku od 5 do 13 lat. Wygląda to naprawdę dobrze. Jak powiedzieliśmy, że chcemy produkować takie rzeczy w Iraku, to wszyscy otworzyli szeroko oczy. Ośrodki chcą wprowadzić gry, jako osobną aktywność na zasadzie lekcji.

Później odwiedziliśmy jeszcze kobietę z chorym kręgosłupem, której Dawid przekazał w marcu leki. Wtedy nie mogła nawet wstać z łóżka. Teraz weszła do namiotu o własnych siłach, prowadząc syna za rękę. Coś niesamowitego. Zostawiliśmy kolejny zestaw leków, a nasz zaprzyjaźniony lekarz – Krzysztof Błecha, który był tu ze mną dwa lata temu, powiedział przez mi telefon, że za trzy miesiące powinna być zdrowa. Miejscowi lekarze proponowali jej operację, której prawdopodobieństwo sukcesu ocenili na 70%.

W tym samym czasie w Teleskoff rozpoczął się remont pijalni herbaty, którą odwiedziliśmy kilka dni wcześniej. Prace idą pełną parą, choć już wiadomo, że będą potrzebne dodatkowe środki na ich ukończenie. Lokal jest bardzo zaniedbany, ale już niedługo może się zmienić nie do poznania.

Autor: Bartosz Rutkowski ; Zdjęcia: Michał Bożek

Wesprzyj ośrodek edukacyjny w Khanke

Pin It on Pinterest

Udostępnij

Podziel się tym z innymi