O małych, ludzkich potrzebach

27 marca 2020 | Nagłe przypadki, Orla Straż w Iraku

Przeglądając wszelkie dane na temat działań wojennych, kryzysów, czy choćby epidemii koronawirusa, trudno nie odnieść wrażenia, że świat uwielbia statystyki.

Codziennie obserwujemy wykresy oraz tabele dotyczące nowych zachorowań. Nie będę jednak odnosił się do obecnej sytuacji. Mogę napisać jedynie tyle, że na szczęście nie notuje się dotychczas przypadków zachorowań w obozach dla przesiedleńców w Iraku oraz Irackim Kurdystanie. Sytuacja wydaje się stabilna.

Chciałbym jednak oprzeć ten artykuł właśnie o wszelkiego rodzaju statystyki oraz wnioski płynące z ich wszechobecności. Nie mam zamiaru ich przytaczać. Chcę jedynie pokazać, jak bardzo znieczulają nas na krzywdę i oddalają od drugiego człowieka.

Pomoc udzielana liczbami

Mijają 3 lata od mojego pierwszego wyjazdu do Iraku, jako wolontariusza Orlej Straży. Przez ten czas nauczyłem się wielu mechanizmów, rządzących światem pomocy humanitarnej. Przeczytałem setki artykułów i przejrzałem mnóstwo tabel, w których widniały liczby, zawierające w sobie, jakieś zera na końcu. Dwa miliony przesiedleńców, pięć milionów ludzi uciekło z domów, sto tysięcy mieszka w obozach, dwadzieścia tysięcy osób otrzymało pomoc. Czy te dane do Was przemawiają? Tym bardziej że ciężko zobrazować sobie takie ilości ludzi. Podobne statystyki obserwujemy przy każdej kryzysowej sytuacji, a i tak, niewiele osób się nimi interesuje. Bo co one nam mówią?

Wydaje mi się, że niewielka granica dzieli prawdziwą pomoc, płynącą z serca, a wpisywanie w tabelę kolejnych wielkich projektów i liczb. Gdzieś w tym wszystkim gubi się człowieka, który z czasem staje się częścią pięcio-, a może i nawet sześciocyfrowego ciągu statystyk udzielanej pomocy. Często umieszcza się w nich pomoc jednorazową. Rękawiczki lateksowe, mydło w płynie, czy inne środki higieniczne stają się więc elementem tabel i wykresów. Znam przypadki, gdzie paczka za [dosłownie] 10 dolarów mnożona była przez ilość osób w rodzinie, aby wykazać w dokumentach dziesiątki tysięcy beneficjentów pomocy.

Oczywiście my również prezentowaliśmy liczby, odnosząc się do co większych działań, które zrealizowaliśmy. Pisałem o tym, ile domów wybudowaliśmy, ile zestawów zwierząt kupiliśmy, czy choćby ile miejsc pracy udało nam się otworzyć. Nie były to jednak liczby mające na celu pochwalenie się naszą aktywnością, a pokazanie Wam efektu tej pracy. Ogromu dobra, jakie niesie. Pracy u podstaw, bo taką właśnie staramy się, dzięki Wam, wykonywać. Jeśli komuś pomagamy, to chcemy, aby była to pomoc rozsądna. Dopasowana do jego potrzeb, umiejętności oraz możliwości. Nie jesteśmy przy tym nieomylni, bo zdarzało się, że coś poszło inaczej, niż zakładaliśmy. Jakiś sklep upadł, ktoś wyjechał za granicę, komuś nie zdążyliśmy pomóc. Takie jest życie. Nieobliczalne.

Pomoc a pomaganie

Jeśli dostarcza się komuś jedzenie, czy wodę to jest to oczywiście realna pomoc. Nawet te rękawiczki, czy paczka pieluch dla dzieci są sporym wsparciem dla osób, które tego potrzebują. Nie można jednak tworzyć statystyk na podstawie czegoś, co jutro się skończy. To nie rozwiązuje problemu. Podam Wam kilka przykładów działań, które w żaden sposób, nie powinny znaleźć się w statystykach, a są w mojej opinii, sporym wsparciem dla osób w potrzebie. Będą to nasze własne doświadczenia, więc śmiało mogę się do nich odnosić. Dodam też, że są to przykłady wypisane z pamięci, bo nigdzie nie zostały ujęte. Nie wpisaliśmy ich do żadnego dokumentu, który obrazuje nasze dotychczasowe działania.

Po pierwsze nie szkodzić

W sierpniu 2019 roku Bartek odwiedził kobietę, mieszkającą w namiocie w obozie dla przesiedleńców. Straciła czworo dzieci, a pozostała piątka ma ostrą postać hemofilii. Dostała drogie leki na bazie osocza, wysłane przez jedną z zachodnich organizacji pomocowych. Niestety temperatura, w jakiej powinno się je trzymać, wynosi maksymalnie +4 stopnie Celsjusza. Kobieta nie ma nawet lodówki, aby prawidłowo je przechowywać. O tym już nikt nie pomyślał. Bartek, będąc na miejscu, przekazał pieniądze na zakup niewielkiej lodówki, aby leki nie zagrażały życiu chorych dzieci. Czy coś takiego można odnotować jako projekt pomocowy? Pewnie tak. My pozostawiamy to jednak, jako historię do opowiadania, o życiu i potrzebach ludzi, mieszkających w obozowych namiotach.

Długa droga

Częstym błędem w różnego rodzaju działaniach jest wpisywanie tych samych osób do kilku różnych statystyk. Tworzy to nierealny obraz pomocy, który niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Natknąłem się niedawno na dane, opisujące skalę udzielonej pomocy przesiedleńcom w Irackim Kurdystanie. Wynikało z nich, że pomoc otrzymało więcej osób, niż było potrzebujących. Dlaczego tak jest? Kolejny przykład z naszego podwórka.

W grudniu pisałem o drodze, a właściwie ścieżce, o którą poprosiły nas rodziny mieszkające w dzikim obozowisku w Khanke. Był to czas obfitych opadów. Ziemia zamieniła się w grzęzawisko. Miesiąc wcześniej te rodziny otrzymały od nas zwierzęta hodowlane. Miały jednak problem z codziennym karmieniem i doglądaniem swojego dobytku. Za niecałe 2 tysiące złotych usypaliśmy im drogę, pomiędzy namiotami a zagrodami. W marcu, podczas naszej ostatniej wizyty, okazało się, że spełniła ona dodatkową funkcję. W lutym spadł śnieg i dzięki tej ścieżce, osiem mieszkających tutaj rodzin mogło w ogóle wyjść z domu.

W sumie w tym małym, oddalonym od pozostałych namiotów zgrupowaniu, mieszka około 40 osób. Głównie samotne matki z dziećmi. W marcu poprosiły nas nieśmiało o jeszcze jedną pomoc. Zapytały, czy będziemy w stanie kupić im wirówkę do mleka, aby mogły oddzielać mleko od tłuszczu i tworzyć z tego pełnoprawne produkty, jak jogurty, czy ser. Koszt takiej maszyny to w Polsce kilkaset złotych. Oczywiście się zgodziłem, bo widziałem ich ogromne zaangażowanie w opiekę nad zwierzętami, które otrzymały. Czy więc te 40 osób mielibyśmy przemnożyć przez 3, bo przecież tyle razy je wsparliśmy?

Podobnie rzecz się ma w przypadku innego, małego obozowiska, którego mieszkanki otrzymały od nas pomoc już kilkukrotnie. Sfinansowaliśmy im, m.in.: nowe pokrycia namiotów, zakup grzejników oraz paliwa, a także wykładzin podłogowych. Były to niewielkie projekty, choć bardzo poprawiające ich komfort i warunki życia.

Jak pomagać?

Przede wszystkim nie możemy teraz odpuszczać. Obecny kryzys odbije się również na fundacjach i organizacjach, które niosą pomoc ludziom w innych częściach świata. Jak wiele razy wspominałem, nasze działania są od dawna w cieniu, bieżących spraw, a Irak i ofiary terroryzmu znikają z głównych stron gazet i czołówek programów telewizyjnych. Nie oznacza to, że problem rozwiązał się sam.

Nadal potrzebna jest nasza pomoc. Podczas tego marcowego wyjazdu, który musieliśmy przerwać, aby wrócić do kraju, udało mi się przeprowadzić kilka rozmów. Jedną z nich mogliście zobaczyć na naszym kanale na YouTube – Walczyłem o moją ziemię [Wywiad z Majidem]. Drugą obejrzycie już niebawem. Inne odbywały się poza okiem kamery. Przekazaliśmy tysiąc dolarów na otwarcie małego zakładu krawieckiego, który będzie wsparciem dla głuchoniemej kobiety, mieszkającej wraz z rodziną w miejscowości Semel, niedaleko Duhok. Jej ojciec jest weteranem wojny Irańsko-Irackiej. Co dwa miesiące otrzymuje on emeryturę w wysokości 2 tysięcy złotych [tysiąc złotych miesięcznie]. To jedyne źródło utrzymania kilkuosobowej rodziny. Dwa dni po przyjeździe do Polski, dostałem to zdjęcie [poniżej]. Kobieta może już rozpocząć pracę i mam nadzieję, uda jej się wesprzeć rodzinę.

Zostawiliśmy również kilkaset dolarów na zakup materiałów, które posłużą do kontynuacji zajęć krawieckich w Khanke, prowadzonych przez SCO [Shengal Charity Organization]. W ubiegłym roku kupiliśmy maszyny do szycia i wyposażyliśmy stanowiska krawieckie. Teraz musimy zadbać o stałe dostawy materiałów, aby kurs mógł trwać.

Pomagać trzeba rozważnie, ale również uparcie i nieprzerwanie. Jeśli teraz przestaniemy działać, może się okazać, że te 4 lata pójdą na marne. Świat stoi w obliczu nowych zagrożeń, ale również wyzwań.

Autor: Dawid Czyż

Pin It on Pinterest

Share This

Udostępnij

Podziel się tym z przyjaciółmi!