Ochotnik [Wywiad z Dawidem]

5 maja 2020 | Orla Straż w Iraku

Ten artykuł będzie inny niż pozostałe. Będę pisał o sobie, a to nigdy nie jest łatwe.

Nie będzie to dziarskie bajanie o frontowych przygodach. Dużo już w tym materiale zostało powiedziane. Chciałbym jednak napisać kilka dodatkowych słów od siebie.

Autorami poniższego reportażu, który od początku maja, możecie oglądać na naszym kanale na YouTube, są Natalia Grochal i Tomasz Nawrocki. Wykonali świetną pracę. Wielkie brawa dla nich. W dzisiejszych mediach temat wojny z ISIS przestał już być tak wstrząsający. Nie ma też chęci, aby przekazywać rzetelne informacje z pierwszej ręki.

Ochotnik [Wywiad z Dawid]

Nad tym jednak rozwodzić się nie mam zamiaru. W końcu każdy, kto czyta ten artykuł, znalazł się tutaj nie przypadkiem. Przejdę więc do meritum, czyli do mojego pierwszego wyjazdu do Iraku. Rok 2016 był to dziwny rok. W moim życiu działo się jednocześnie bardzo wiele, jak i nie działo się nic. Szczegółów życia osobistego zdradzać nie będę, ale moja sytuacja, pomogła mi podjąć taką, a nie inną decyzję. Nie był to jednak nagły wyskok podyktowany jednym impulsem. Było to raczej przemyślane stanowisko, którego źródła można upatrywać w Bogu, moich życiowych doświadczeniach, ale też wydarzeniach, mających miejsce na świecie. Od 2014 roku ISIS dokonywało licznych zbrodni na ludności cywilnej w Iraku i Syrii. Kobiety, dzieci i mężczyźni, którzy stanęli w ich obronie, byli porywani lub brutalnie mordowani. O tym wszystkich informowały nas media, choć jak zwykle były to puste przekazy, bez wyraźnego potępienia, czy wezwania do działań. I tego właśnie brakowało mi w tym całym zgiełku. Czekałem na deklarację wielkich tego świata, że oto właśnie uruchamiamy plan powstrzymania tej ohydnej zbrodni.

Na początku 2016 roku Internet pełen był filmów i reportaży z masakr dokonywanych przez ISIS. Nie trzeba było szukać w darknecie (czyli tej części Internetu, której nie znajdziecie w popularnych wyszukiwarkach). Może niektórzy z Was pamiętają, ale filmy z egzekucji oraz mordów można było znaleźć nawet na YouTube. Zresztą jest w tym pewna przewrotność, bo powyższy wywiad został zakwalifikowany przez tę platformę, jako dozwolony od 18 lat. Były też liczne relacje ludzi, którzy uciekli przed ekstremistami. Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia, kim są Jezydzi i dlaczego terroryści przeznaczyli ich do eksterminacji. Nie rozpatrywałem problemów wieloetnicznej mieszanki Bliskiego Wschodu ani nie tłumaczyłem sobie, że przecież tam zawsze jest wojna. Po prostu coś w środku się gotowało. Czara goryczy została przelana w momencie, kiedy natrafiłem na artykuł o kilkunastu Jezydkach, spalonych żywcem w Mosulu. Miały po naście lat.

Zacząłem szukać dalej. Natrafiłem na artykuł o chrześcijańskiej jednostce ochotników, którzy stanęli w obronie swojej ziemi. Jeśli uważnie śledzicie nasze wpisy, to jednego z nich udało Wam się już poznać. Majid, z którym w marcu przeprowadziłem wywiad, jest moim przyjacielem z tamtych czasów. Oprócz Asyryjczyków w tej jednostce znaleźli się również obcokrajowcy. Oni również mieli dosyć słów: „ktoś, coś powinien z tym zrobić”.

Dalszych szczegółów opisywał nie będę. Powiem tylko tyle, że znalazłem się na samej linii frontu, na granicy pomiędzy Irackim Kurdystanem a terenami okupowanymi przez tzw. Państwo Islamskie. Spędziłem tam kilka miesięcy, a przed powrotem do domu, poznałem Bartka Rutkowskiego. Kto wierzy w przypadki, ten będzie musiał znaleźć tutaj dobre uzasadnienie tego spotkania. W środku wojny, tysiące kilometrów od Polski, w miejscu, do którego nawet dziennikarze największych światowych stacji telewizyjnych nie mieli dostępu, dwóch Polaków podało sobie dłoń.

Jak wspominałem dużą rolę w tym wszystkim, grała u mnie wiara, więc moje wytłumaczenie jest dużo prostsze. Bóg tak chciał. Po powrocie Bartek skontaktował się ze mną i jakoś tak naturalnie wyszło, że nasze cele są bardzo zbieżne. Ja chciałem dalej działać, a Bartek potrzebował wsparcia w rozwijaniu fundacji. Dziś już wiem, że oba te doświadczenia są dla mnie bardzo cenne i z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że pomaganie ludziom w obecnej formie jest najlepszym, co mnie spotkało. Nie ma nic bardziej krzepiącego niż patrzenie, jak rodzina, która była w ekstremalnie trudnej sytuacji, zaczyna stawać na nogi. Jak trud i godziny pracy, aby zebrać każdy grosz, przeradzają się w warsztaty, sklepy, domy i realną pomoc dla konkretnych ludzi.

Jest to praca ciężka, choć może nie fizycznie (aczkolwiek godziny za kierownicą i tysiące kilometrów przejeżdżanych każdego roku bywają męczące). Najtrudniej jest wtedy, gdy dzwoni do ciebie człowiek, któremu zmarło właśnie dziecko i prosi o jakąkolwiek pomoc. Jak musisz odmówić komuś wsparcia w leczeniu, bo jego koszt jest pięciocyfrową sumą liczoną w dolarach. Każdego dnia musisz działać, aby dotrzeć do ludzi, którym nie jest obojętny los kogoś całkowicie obcego. Musisz ich przekonać, że udzielone wsparcie daje prawdziwą pomoc drugiej osobie. Czytając to, pomyśl, że takim człowiekiem możesz być Ty.

Autor: Dawid Czyż

Pin It on Pinterest

Share This

Udostępnij

Podziel się tym z przyjaciółmi!