Odbudowa Sindżaru potrwa wiele lat, dlatego zrobiliśmy pierwszy krok – wybudowaliśmy dom dla rodziny przesiedleńców

14 lipca 2018 | Orla Straż w Iraku

Pomysł, aby wybudować dom dla rodziny przesiedleńców narodził się po nawałnicy, która przeszła w kwietniu w Iraku.

Zniszczeniu uległy wtedy dziesiątki namiotów. Oczywistym było, że jak najszybciej trzeba podjąć działanie i zacząć budować murowane domy. Postanowiliśmy postawić pierwszy krok i pokazać jak to zrobić.

Potężna nawałnica spustoszyła obozy dla przesiedleńców – potrzebna pilna pomoc

Burza i towarzysząca jej ulewa nawiedziła m.in. region Gór Sindżar oraz okolice obozu w Khanke. Trwająca trzy godziny nawałnica zamieniła górskie stoki w rwącą rzekę. Ucierpiało wiele obozów dla jazydzkich przesiedleńców.
Tysiące jazydzkich i chrześcijańskich rodzin mieszkających w obozach dla przesiedleńców rozsianych na terenie Iraku, żyje nadzieją na powrót do domu. Żeby wracać, najpierw muszą mieć do czego. Rodzinne miasto jazydów – Sindżar – wciąż jest postapokaliptycznym gruzowiskiem.

Jak każdy projekt, który do tej pory wykonywaliśmy, również ten był uzgadniany z samymi potrzebującymi.

Nie chcemy robić czegoś, co kompletnie się im nie przyda, tylko dlatego, żeby pochwalić się sztucznie wykreowanym „sukcesem” i liczbami, które dobrze wyglądają jedynie na papierze. Nie robimy też planów na kolejne lata, bo potrzeby są tu i teraz. Jedną z nich jest problem zniszczonych domów w Sindżarze. Kilku rodzinom, które już wróciły do tego miasta – widma, pomogliśmy otworzyć własną działalność. Innym chcemy wybudować niewielkie domy w miejscu tych, które zostały zniszczone. Od tego zależy kiedy i czy w ogóle miasto powstanie z kolan.

Dakhil – nasz przyjaciel i współpracownik, który pochodzi z Sindżaru a obecnie mieszka na obrzeżach obozu dla przesiedleńców, wykonał projekt. Jest inżynierem budownictwa, więc mamy do niego pełne zaufanie. To on w maju zrobił kosztorys oraz plan odbudowy spalonych namiotów (zobacz: Wizyta w Teleskuff i niespodziewany powrót do Khanke).

Wybrał również sześcioosobową rodzinę, dla której miał powstać dom. Wcześniej mieszkali w fatalnych warunkach,w obozie Jameshko.

Gdy dowiedzieli się, że będą mieć własny dom w rodzinnym Sindżarze, ich radość była nie do opisania. Dostali nowe życie.

Pozostało zebrać niezbędne środki. Tu z pomocą przyszli Krzysztof i Renata Błecha z Fundacji Pomocy Dzieciom w Żywcu oraz Andrzej i Małgorzata Rzepeccy z Innovaid. Pomagali nam już przy kilku wcześniejszych projektach i teraz bez wahania postanowili sfinansować projekt budowy domu.

Pracę wykonali miejscowi budowlańcy a całość nadzorował wspomniany przeze mnie wcześniej Dakhil oraz fundacja Shengal Charity Organization – SCO, z którą współpracujemy przy wielu projektach, mających na celu pomoc przesiedleńcom . W pocie czoła, w trudnym do zniesienia lipcowym upale, budowlańcy pracowali całymi dniami, aby wykonać powierzone im zadanie. Jak wyszło? Zobaczcie sami:

Całkowity koszt wyniósł 10 tysięcy złotych. Sami oceńcie, czy jest to duża kwota, aby wybudować dom i dać całej rodzinie szansę na nowe życie.

Projekt nazwaliśmy MAREMA – jest to akronim powstały od imion małżonek pomysłodawcy oraz fundatorów projektu. Już wkrótce mamy zamiar wybudować kolejnych 27 domów.

Pokazaliśmy, że się da i mamy nadzieję, że inni pójdą naszym śladem, bo najważniejsza jest pomoc przesiedleńcom na miejscu.

Zobacz również:

Projekt Dobra Praca

Przedstawiciele odradzającej się, lokalnej społeczności stworzyli listę najbardziej potrzebujących rodzin oraz zawodów, jakie wykonywały przed wojną. Ich pomysłem było wsparcie ich w odbudowie zniszczonych miejsc pracy, aby mogły uniezależnić się od zewnętrznej pomocy.

Edukacja

We wszystkich miastach, które padły łupem terrorystów szkoły zostały zniszczone.

Placówki w sąsiednich, niezajętych miejscowościach przyjmowały dzieci uchodźców i tych, którzy dopiero powracali do swoich ojczystych ziem. Zwykle były przepełnione i brakowało w nich dostatecznej ilości sprzętu…

Pin It on Pinterest

Share This

Udostępnij

Podziel się tym z przyjaciółmi!