Pomaganie daje mi radość [Wywiad z Shamoo]

6 kwietnia 2020 | Historie ocalałych, Video

Bohaterem tej rozmowy jest Shamoo, wolontariusz fundacji Shengal Charities Organizaton, z którą współpracujemy od prawie trzech lat.

Jest człowiekiem bardzo skromnym i o wielkim sercu. Dla niego liczy się tylko pomaganie innym, które, jak sam stwierdził, sprawia mu dużą satysfakcję. Uwielbia piłkę nożną, do której ma spory talent. Kto wiem, jak mogłaby potoczyć się jego kariera, gdyby nie najazd ISIS. Od 5 lat zajmuje się pomocą tym, którzy najbardziej jej potrzebują.

Pomaganie daje mi radość [Wywiad z Shamoo]

Dawid Czyż: Wiele osób w Polsce, które nas wspierają, mogło o Tobie już słyszeć. Kilka razy wspominałem o Twoim udziale w naszych wspólnych działaniach. Byłeś gościem w jednym z odcinków „Z wody w piach”. Powiedź kilka słów o sobie tym, którzy nie mieli okazji go oglądać.

Shamoo Salih Ali: Nazywam się Shamoo. Pochodzę z Sindżaru. Jestem Jezydem. Obecnie mieszkam w Khanke, tu gdzie jest obóz dla przesiedleńców. Pracuję, jako wolontariusz w fundacji Shengal Charities Organization [SCO] oraz fundacji Orla Straż. Około 3 lata pracuję dla SCO i dwa lata dla Orlej Straży. Odkąd się poznaliśmy, spotkaliśmy się już kilka razy. Jestem bardzo zadowolony z mojej pracy dla organizacji charytatywnych. Jeśli mogę pomóc ludziom, szczególnie ocalałym z rąk ISIS kobietom, dzieciom i sierotom, jest to dla mnie przyjemność. Robiąc to, czuję się bardzo dobrze.

3 sierpnia 2014 roku ISIS zaatakowało Was [Jezydów]. Ty i Twoi bliscy mieszkaliście wtedy w swoim rodzinnym domu w Sindżarze.

Pamiętam dzień 3 sierpnia 2014, kiedy ISIS nas zaatakowało. Byliśmy wtedy w naszej rodzinnej wiosce Rambusi, która leży na południe od miasta Sindżar. W naszej wiosce mieszkało około 200 rodzin. Kiedy ISIS zaatakowało nas w 2014 roku, uciekliśmy wszyscy w góry. Spędziliśmy tam 8 dni. Nie mieliśmy żadnej pomocy humanitarnej ani medycznej. Nie mieliśmy jedzenia ani wody. Sytuacja była zwariowana. Czasem czuję się źle, kiedy sobie to przypominam. To był szalony widok. Ciężkie wspomnienie. W tamtym czasie, wielu jazydzkich ochotników stanęło do walki przeciwko ISIS i nie pozwoliło im wedrzeć się do wiosek. Nawet kiedy ludzie uciekli w góry. Wielu jazydzkich wojowników straciło życie na tej granicy, kiedy walczyli z ISIS. W górach nie mieliśmy jedzenia i wody. Dzieci płakały z głodu i pragnienia. Mój starszy brat Murad zdecydował, że przedrze się do miejscowości Snuni, która było kontrolowane przez ISIS. Powiedział: Pójdę tam, nawet jeśli nie wrócę. Inaczej nasze dzieci umrą z głodu albo z pragnienia. Udało mu się dotrzeć do wioski kontrolowanej przez ISIS. Przyniósł trochę jedzenia dla dzieci, herbatę, wodę. Opowiadał, że kiedy dotarli [małą grupą] do Snuni, pojawili się terroryści. Zbliżyli się i próbowali ich zabić. Ocalał jak… w filmie. To był straszny moment.

Niesamowite poświęcenie i odwaga. To, co się wydarzyło było dla Was ogromnym zaskoczeniem?

Moja mama była wtedy chora i źle się czuła, ponieważ nie wzięła ze sobą leków. Zostały w domu, kiedy uciekaliśmy w góry. Wtedy myśleliśmy, że spędzimy w górach jeden dzień i wrócimy. Nie wiedzieliśmy, że to będzie wielka wojna.

Obecnie, tak jak tysiące Jezydów z Sindżaru, mieszkacie w Khanke, niedaleko Duhok. Powstał tutaj ogromny obóz dla przesiedleńców. Na początku musiało być bardzo ciężko?

Przybyliśmy tutaj i osiedliliśmy się. Było nas wtedy jedenaścioro i mieliśmy tylko jeden namiot. Razem jedynie jedliśmy w tym namiocie, ponieważ nie było tam miejsca, abyśmy wszyscy mogli w nim spać. To była trudna sytuacja. W ciągu dnia przebywaliśmy na zewnątrz, a wieczorem znowu się spotykaliśmy. Mój brat Khalaf zdecydował, że założymy organizację charytatywną. Nazwaliśmy ją Shengal Charities Organization, w skrócie SCO. Nazwa ma oczywiście związek z regionem, z którego pochodzimy. Sindżar jest bardzo znany. Chcieliśmy umieścić go w  nazwie naszej fundacji. Na początku było nam bardzo ciężko.

Byliśmy tutaj obcy, nie znaliśmy nikogo. Rozkręcaliśmy się bardzo powoli. Pierwszym naszym działaniem było pozyskanie 8 koców. Otrzymaliśmy je od jednej osoby i zawieźliśmy sierotom. Pamiętam to, jak dziś. Będę pamiętał to na zawsze. To było nasze pierwsze działanie. Dzięki Bogu poznaliśmy Bartka [Rutkowskiego] oraz fundację Orla Straż. Rozpoczęliśmy współpracę. Możemy teraz jeszcze bardziej pomóc ludziom, zrealizować większe projekty. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni. Współpraca z Orlą Strażą to dla nas przyjemność.

Dwa razy wykonaliśmy projekt dostarczania zwierząt. Zaopatrzyliśmy w zwierzęta hodowlane najbiedniejsze rodziny. Sto dziewięćdziesiąt rodzin otrzymało zwierzęta [Projekt był podzielony na dwie fundacje. W sumie zwierzęta otrzymało 260 rodzin – przyp. Dawid Czyż]. Po dwie kozy, dwie owce i cztery kury wraz z wybudowanie zagrody oraz jedzeniem. To historia naszej organizacji. Jest ona oczywiście obszerniejsza, ale opowiedziałem tylko jej część.

Jak myślisz, jaka będzie przyszłość? Was, jako Jezydów.

W przyszłości mam nadzieję, choć to tylko nadzieja, wszystko będzie dobrze i będziemy mogli wrócić do naszej ziemi. Tam czujemy się lepiej niż tu. To nasza ojczysta ziemia. Wszyscy się tam urodziliśmy. To nasza ziemia, nie ta tutaj.

Poznałeś już kilku Polaków. Współpracujemy ze sobą od jakiegoś czasu. Masz jakieś wyobrażenie, co do Polski i Polaków?

Dziękujemy Wam oraz Polakom. To bardzo mili i cudowni ludzie. Mam może około 10 przyjaciół z Polski i bardzo sobie to cenię. To szczególnie ważne chwile dla mnie, kiedy mogę się z Wami spotkać. Zawsze pamiętam o tym, że Polacy są naszą siłą. Najpierw Orla Straż, która jest naszą główną siłą, a potem Polacy, którzy są siłą Orlej Straży. To bardzo miłe. Kocham Polaków. Pozdrowienia dla wszystkich Polaków oraz wyrazy uznania za ich pomoc. To ogromna pomoc. Tak jak my doświadczyli ludobójstwa, rozumieją naszą sytuację. Może nawet bardziej niż inni, ponieważ znaleźli się w podobnej sytuacji. Przetrwali ludobójstwo podczas II wojny światowej.

Wywiad z Shamoo nagrywałem na kilka godzin przed naszym wyjazdem do Erbilu, który został przyspieszony, z powodu zamknięcia dróg pomiędzy prowincjami Irackiego Kurdystanu. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Obecnie Shamoo oraz ekipa SCO aktywnie działają, mimo zagrożenia koronawirusem, pomagając najbiedniejszym rodzinom. Przekazaliśmy im środki na zakup żywności oraz środków czystości dla stu rodzin, mieszkających w dzikich obozowiskach w Khanke.

Autor: Dawid Czyż

Pin It on Pinterest

Share This

Udostępnij

Podziel się tym z przyjaciółmi!