Walczyłem o moją ziemię [Wywiad z Majidem]

20 marca 2020 | Historie ocalałych, Video, Wyróżnione

W 1991 roku wstąpił do irackiej armii, w której służył 6 lat. Jest dziennikarzem. W 2014 roku, kiedy ISIS zajęło Mosul, nie wahał się ani chwili.

Wstąpił do jednostki samoobrony chrześcijańskiej, uformowanej przez partię APP [Asyryjska Partia Patriotyczna], której był rzecznikiem prasowym. Majid jest przykładem prawdziwego patrioty. Człowieka, który działa, zamiast mówić. Dzięki swojemu doświadczeniu i charyzmie, od razu został jednym z liderów. Swoim hartem ducha, podnosił morale wszystkich podwładnych. Lubi mocną kawę po turecku. Jest kochającym mężem oraz ojcem.

Poznałem go w 2016 roku. Los połączył nasze drogi na froncie pod Mosulem. Majid był dowódcą jednostki, do której przyjechałem, aby wspomóc chrześcijan w walce z terrorystami z ISIS.

Walczyłem o moją ziemię [Wywiad z Majidem]

Dawid Czyż: Czym się obecnie zajmujesz?

Majid Elia: Jestem dziennikarzem. Pracuję, jako rzecznik prasowy APP [Asyryjskiej Partii Patriotycznej] oraz w głównej, państwowej gazecie Quyaman.

Masz za sobą służbę w irackiej armii oraz dwa lata spędzone na froncie przeciwko ISIS. Jak to się stało, że tam trafiłeś?

W 1991 roku wstąpiłem do armii irackiej w Równinie Niniwy. Spędziłem w wojsku 6 lat. W 2014 roku razem z innymi osobami, związanymi z APP, uformowaliśmy jednostkę samoobrony. Kiedy Daesh [Państwo Islamskie] zdobyło Mosul, pomyślałem, że moim zadaniem nie jest siedzieć w domu z rodziną i oglądać w telewizji, jak ludzie w Mosulu, potrzebują mnie, potrzebują Asyryjczyków, potrzebują każdego, kto mógłby pomóc. Daesh było ogromnym problemem. Chrześcijanie w Mosulu, w tamtym czasie, bardzo potrzebowali pomocy. Myślę, że nie mogłem siedzieć i patrzeć na to wszystko.

Tak powstała jednostka Dwekh Nawsha.

Nazwa Dwekh Nawsha wywodzi się z języka aramejskiego [oznacza „Przyszli Męczennicy” – przyp. Dawid Czyż]. Najpierw stacjonowaliśmy w miejscowości Sharafiya w Równinie Niniwy, potem w Teleskoff, a później jakieś 2 lata w Baqofie. Jakoś tak. Potem byliśmy w Batnayi, niedaleko Mosulu.

Kto Was wspierał? Skąd mieliście broń, mundury? Kto Was szkolił?

Uzbrojenie, umundurowanie, takie rzeczy, kupowaliśmy sobie sami, za własne pieniądze. Czasem pomagali przyjaciele oraz APP. Otrzymaliśmy również niewielką pomoc finansową od Asyryjczyków, mieszkających w innych krajach, w USA, Australii. Wszystko, co potrzebne kupowaliśmy na lokalnym bazarze. Razem ze mną było, jeśli dobrze pamiętam, stu chłopaków, którzy poszli walczyć za Równinę Niniwy. Ja byłem żołnierzem 20 lat wcześniej. Przeszedłem szkolenie wojskowe, doświadczyłem wojny [w 1991 roku, podczas I wojny w Zatoce – przyp.]. Wielu moich kolegów nie doświadczyło wcześniej wojny, takiej wojny. APP zapewniło im szkolenie w Teleskoff, tam gdzie trafiliśmy.

Jak zareagowali inni na wieść o najeździe ISIS?

Wiesz, mój obowiązek, jako chrześcijanina, jako człowieka, to pomoc każdemu, kto potrzebuje pomocy. Nie tylko chrześcijanom. Każdemu. Co widzę? Widzę jak dziś w każdej wiosce w Równinie Niniwy, uczniowie mają kiepskie warunki do nauki. Wiele osób wyjeżdża z Równiny Niniwy, z kraju. Dziś, jeśli zapytasz kogokolwiek, dlaczego wyjeżdża z kraju, z tej ziemi? To przecież moja ziemia, Twoja ziemia. Odpowie: przepraszam, jestem zmęczony. Ok. A co będziesz robił tam? Wyemigruję, zostanę uchodźcą, gdzieś w Europie, USA, Australii. Może odpocznę. Ja i moja rodzina będziemy bezpieczni.

Ale Ty nie rozważałeś takiej możliwości. Nie chciałeś wyemigrować. Twoja rodzina nie namawiała Cię do wyjazdu?

Mam rodzinę – żonę i trzech synów. W czasie walk przeciwko Daesh w Równinie Niniwy wiele razy moja żona pytała: Majid, co Ty robisz? Co Ty robisz? Tutaj jest wojna, uczniowie mają złe warunki, a Ty masz rodzinę, dzieci. Masz żonę, masz dom. Co ty robisz? Dlaczego idziesz [walczyć]? Odpowiadałem: To jest moja ziemia i to są moi ludzie. Jeśli powiem: Nie obchodzi mnie to. Mój brat powie: Nie obchodzi mnie to. Ok. Kto wtedy pomoże moim ludziom? Moi ludzie w Równinie Niniwy potrzebują dziś mnie, mojego brata, mojego kuzyna, każdego. Nie mogę tylko siedzieć w domu i patrzeć na to wszystko. Nie, nie. Jestem człowiekiem, więc muszę pomóc. Moja ziemia to moja odpowiedzialność. Moja służba. Jestem wierzący. Wierzę w Boga. Wierzę w ziemię, w moją ziemię. Nie kogoś innego. To jest moja ziemia. Muszę o nią walczyć.

Na szczęście nie zostaliście [Asyryjczycy] osamotnieni w tej walce.

Czasem patrzę na to, co się dzieje z moją ojczyzną. Pytam Boga: Dlaczego? Wielu ludzi z Europy, ze Stanów, pyta czasami: Mój Boże, dlaczego w Iraku zawsze jest wojna? Ludzie z zagranicy widzieli, co działo się z chrześcijanami w Równinie Niniwy. Na froncie odwiedziło nas może 200 stacji telewizyjnych. Wielu ludzi, wolontariusz, którzy przyjechali do Dwekh Nawsha, chciało pomóc. Może pomyśleli: Dzisiaj jest wojna w północnym Iraku, w Równinie Niniwy, pomiędzy chrześcijanami a muzułmanami. Nie. To jest wojna pomiędzy Irakijczykami, czyli muzułmanami, chrześcijanami, Jezydami, Sabejczykami przeciwko Daesh. Kim są Daesh? Daesh są terrorystami. Nie można powiedzieć, że to wojna tylko pomiędzy chrześcijanami a muzułmanami. Mieliśmy [w Dwekh Nawsha – przyp.] wielu wolontariuszy z wielu krajów, z Polski, USA, Francji, Belgii, Szwecji, Kanady, Australii. Z wielu krajów. Wielu ludzi przyjechał wspierać Dwekh Nawsha oraz chrześcijan i Kurdów na linii frontu.

Odwiedziłeś kilka krajów europejskich. Nie zapragnąłeś zostać?

W 2017 roku spędziłem w Europie jakieś 8 miesięcy. Odwiedziłem 7 krajów. Europa jest piękna. Macie tam wszystko, ale moja ziemia jest tutaj. Myślisz, że jeśli nie jestem dobry dla swojego kraju, to jestem dobry dla innego? To jest pytanie. Wróciłem do rodziny. Powiedziałem im, że Europa jest interesująca, ale tutaj chcę żyć. Tu jest ziemia moich przodków. Historia mojej ziemi sięga tysięcy lat. Kocham ją.

Czy uważasz, że sytuacja kiedykolwiek się poprawi? Czy Irak wreszcie zazna spokoju?

Myślę, że nie teraz.Od 50 lat trwa wojna w mojej ojczyźnie. Myślę, że pokój nieprędko tutaj zagości. Mam taką nadzieję. Ja, moja rodzina, moje dzieci, wszyscy mają taką nadzieję. Życzę sobie, aby pokój zagościł w mojej ziemi, wśród moich ludzi, mojej rodziny. Mam taką nadzieję, ale myślę, że pokój nie zawita tutaj w najbliższym czasie.

Z Majidem przyjaźnimy się, od kiedy po raz pierwszy przyjechał do Iraku. Wiele razy siadałem z nim przy filiżance czarnej, jak smoła kawy, której gorycz pamiętam do dziś. Nie chodziło jednak o sam smak kawy, ale o towarzystwo. Ponad 4 miesiące spędziłem na linii frontu pod Mosulem. Ja, ochotnik z Polski. Przyjechałem, zrobiłem swoje i wróciłem. On całe swoje życie patrzy na umęczoną ziemię swoich przodków. Jak każdy obawia się o przyszłość swoich dzieci. Nie chce jednak nigdzie wyjeżdżać. Wie, że los tej ziemi zależny jest od tego, jak wiele osób, zostanie. Tu już nie chodzi o codzienność. Chodzi o przetrwanie.

Ostatnie tygodnie pokazują również i nam, że przetrwanie bywa czasem jedynym celem.

Autor: Dawid Czyż

Pin It on Pinterest

Share This

Udostępnij

Podziel się tym z przyjaciółmi!