Wszystkie historie są inne, każda jest przygnębiająco podobna – Wyprawa Orlej Straży do Iraku

6 września 2018 | Orla Straż w Iraku

Każdy wyjazd do Iraku jest dla mnie nowym doświadczeniem. Po każdym powrocie milion myśli przebiega mi przez głowę.

Może dlatego, że co raz lepiej rozumiem sytuację ludzi, których wspieramy i co raz silniej angażuję się w pomoc dla nich. Głównym celem ostatniego wyjazdu było zebranie materiałów do książki, opowiadającej o losach tych, którzy przetrwali krwawy najazd terrorystów. Moją rolą była pomoc w dotarciu do nich i wysłuchaniu ich dramatycznych historii. Jak żyją dzisiaj? Czy potrafią się odnaleźć? To chyba najtrudniejsze zadanie, jakie do tej pory miałem do wykonania w związku z pobytem w tym miejscu.

Wraz ze mną do Iraku przyjechała Natalia i Tatiana. Owa książka, o której wspomniałem ukaże się za kilka miesięcy. Będzie ona literackim debiutem Natalii. Towarzysząca nam Tatiana, która jest fotografem dokumentowała wyjazd robiąc zdjęcia. Jej pracę możecie podziwiać, choćby w tym artykule.

Pobyt zaczęliśmy podobnie jak ostatnim razem – od odwiedzin w ośrodku edukacyjnym w Khanke.

Od lipca trwa zbiórka na pomoc w jego utrzymaniu. Kto jeszcze nie wie o co chodzi lub chciałby wesprzeć naszą akcję, zachęcam do zapoznania się ze szczegółami w poniższym linku.

Ośrodek edukacyjny dla wdów i sierot w Khanke

Powstał on w październiku 2017 roku, a jego głównym celem jest pomoc w powrocie do normalnego życia wdowom i sierotom, które były więzione przez terrorystów z ISIS. Ponad 250 dzieci i kobiet każdego dnia uczy się tutaj oraz odbywa sesje terapeutyczne.

Przekazałem na ręce dyrektora placówki część zebranej kwoty – nasz udział w dalszym jej funkcjonowaniu – i zrobiłem mały rekonesans w potrzebach ośrodka.

Te nie są duże i przekazywane przez nas, comiesięczne wsparcie, wystarcza na pokrycie obecnych wydatków. Dowiedziałem się nawet, że są plany, aby w niedalekiej przyszłości przyjąć większą liczbę uczniów. Wszystko dzięki temu, że zapewniamy ośrodkowi w Khanke stałe finansowanie.

W obozie dla przesiedleńców w Khanke spotkaliśmy się z Shamo, który prowadzi sklep, otworzony dzięki naszemu programowi „Dobra praca”. Przywitał mnie serdecznie, a ja poczułem sporą radość widząc, że daje sobie radę samodzielnie.

Podjechaliśmy również na chwilę obejrzeć namioty, które pomogliśmy odbudować po pożarze, podczas naszej majowej wizyty w Iraku.

Na miejscu dawnego pogorzeliska i wielkiej tragedii (w tym pożarze zginęła siedemnastoletnia dziewczyna) stoją teraz budynki z pustaków. Może to wciąż nie jest ten wymarzony dom, bo trudno nazwać obóz dla przesiedleńców takim mianem, ale zdecydowanie lepsze to, niż podarty namiot. Wewnątrz znajduje się nowa, fachowo położona instalacja elektryczna i choć na ziemi wciąż leżą materace, służące za łóżko, to jest czysto i schludnie… cieszę się, że choć w takim stopniu mogliśmy wtedy zaradzić.

W domu, w którym dostaliśmy pokój, a po upalnym dniu czekał nas luksus w postaci prysznica, poznaliśmy Nazlican. Jest studentką i przyjechała z Niemiec, żeby podczas wakacji, jako wolontariuszka, pomagać w ośrodku edukacyjnym w Khanke.

Jej rodzice wyemigrowali z Turcji, jeszcze zanim się urodziła. Są alawitami – muzułmanami, którzy w ojczyźnie byli prześladowani za swoją wiarę (Alawici są mniejszością religijną, mieszkającą głównie w Syrii, ale również w Turcji, czy Libanie. Choć są jednym z odłamów islamu to ich postrzeganie wiary jest bardzo odmienne od np. szyitów i sunnitów). Właśnie to, w jaki sposób rodzina Nazlican była traktowana w rodzimej Turcji, wpłynęło na jej decyzję o pomocy jazydom, którzy podobne prześladowania przeżyli ze strony terrorystów.

Kolejne dni spędziliśmy jeżdżąc z miejsca na miejsce, aby odbyć wiele (często bardzo trudnych) rozmów.

Na naszej mapie znalazła się świątynia jazydzka w Lalish (gdzie dowiedzieliśmy się wielu ciekawostek na temat historii jazydów), byliśmy gośćmi byłych już żołnierzy jednej z ochotniczych jednostek chrześcijańskich (Obecnie większość z nich wróciła do cywilnych zajęć, które wykonywali przed wojną. Swoją drogą, jestem przekonany, że w razie potrzeby są gotowi znów założyć mundur i stanąć do obrony swojej ziemi).

Odwiedziliśmy również Muhaneta – chłopaka, którego historię opisywaliśmy w ubiegłym roku.

Obecnie chłopak jest już mężczyzną. Ma 19 lat i mieszka wraz z rodzeństwem w sierocińcu w miejscowości Sherchan. Niestety nie udało mu się spełnić marzenia i skończyć szkoły, choć wciąż ma nadzieję, że uda mu się pójść do niej zaocznie. W tym momencie szuka jakiegoś zajęcia, bo choć może tu mieszkać wraz z młodszym rodzeństwem, to pragnie móc zarobić na utrzymanie ich oraz swoje. To była jedna z tych historii, która nie napawała nas optymizmem. Mam wielką nadzieję, że tym razem uda mu się osiągnąć upragniony cel.

Historia Muhaneta

Jego życie po raz pierwszy zadrżało w posadach, kiedy w zamachu bombowym zginął jego ojciec, Jazydzki aktywista. Rodzina nie poddała się jednak, udało im się powrócić do w miarę normalnego życia. Do czasu…

Wśród licznych osób, z którymi rozmawialiśmy była też Haiyat. Gdy ISIS zaatakowało Sindżar, wraz z córkami została porwana. W niewoli spędziły rok i osiem miesięcy. Więcej na jej temat napiszę za kilka dni, ponieważ jej historią zainteresowaliśmy się już wcześniej i ma swoją kontynuację.

Dwa dni przed wyjazdem udaliśmy się do siedziby SCO – jednej z zaprzyjaźnionych organizacji, z którą współpracujemy prawie od samego początku. To za ich pośrednictwem zorganizowaliśmy pierwsze kursy szycia.

Chwilę po tym jak się zjawiliśmy, do drzwi zapukała kobieta z dziećmi na rękach, prosząc o pomoc. Po kilku minutach przyszła kolejna. Widać wieść o naszym przyjeździe szybko się rozniosła. Każda opowiedziała nam swoją historią kończąc ją identycznym, zatroskanym spojrzeniem. Ludzie szukają najróżniejszych sposobów, aby uzyskać jakąkolwiek pomoc. Wcale im się nie dziwię, ponieważ samotna matka z dziećmi w tamtych realiach jest w bardzo trudnej sytuacji. Nie znajdzie pracy (nie ma instytucji przedszkola, żeby mogła zostawić tam dzieci). Bez męża, który został zabity, jest zdana na łaskę innych. Niestety nie byliśmy w stanie jej pomóc, ale nasi przyjaciele zapewnili nas, że dołożą starań, aby obu kobietom zapewnić, choćby drobne wsparcie.

Podczas tego krótkiego pobytu działo się znacznie więcej. Opowiadane nam historie były bardzo różne, ale miały jednak często wspólny mianownik – brak nadziei. Były też takie, które przywracały ją nam.

O jednych i drugich jeszcze napiszę. Postaram się, jednak żeby kolejny artykuł był dużo bardziej optymistyczny…mimo wszystko. Poniżej, dla przypomnienia, linki do raportów z wcześniejszego wyjazdu oraz do zbiórki na projekt „Dobra praca” oraz wsparcie ośrodka edukacyjnego w Khanke.

Zobacz również:

Projekt Dobra Praca

Przedstawiciele odradzającej się, lokalnej społeczności stworzyli listę najbardziej potrzebujących rodzin oraz zawodów, jakie wykonywały przed wojną. Ich pomysłem było wsparcie ich w odbudowie zniszczonych miejsc pracy, aby mogły uniezależnić się od zewnętrznej pomocy.

Edukacja

We wszystkich miastach, które padły łupem terrorystów szkoły zostały zniszczone.

Placówki w sąsiednich, niezajętych miejscowościach przyjmowały dzieci uchodźców i tych, którzy dopiero powracali do swoich ojczystych ziem. Zwykle były przepełnione i brakowało w nich dostatecznej ilości sprzętu…

„Dziękujemy Orlej Straży, dziękujemy Polakom” – raport z wyjazdu do Iraku

Cytowane w temacie tego posta słowa słyszeliśmy wczoraj i dzisiaj dziesiątki razy. Nie po wdzięczność jednak tu przyjechaliśmy. Naszym zadaniem jest dokumentacja wszystkich naszych dotychczasowych działań wspierających ofiary terroryzmu w Iraku.

Wizyta w Teleskuff i niespodziewany powrót do Khanke

Po opuszczeniu Khanke pojechaliśmy do chrześcijańskiej miejscowości Teleskuff, która podczas wojny z ISIS pełniła rolę koszar wojsk kurdyjskiej Peshmergi. Dopiero na początku ubiegłego roku pierwsze rodziny zaczęły powracać i odbudowywać swoje domy.

Pin It on Pinterest

Share This

Udostępnij

Podziel się tym z przyjaciółmi!